wtorek, 24 marca 2015
STAŁO SIĘ!
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Grupa C (CaMa 18+)
Szłam przez las, lecz nie mogę powiedzieć, że spokojnie, ponieważ cały czas zachowywałam czujność. Wiedziałam, że ONI deptają mi po piętach i wkrótce zaatakują. Moją lewą rękę schowałam do kieszeni i czekała na wyciągnięcie pistoletu, który był ukryty w dziurze, która przypadkiem kiedyś się pojawiła. Naboje za to miałam schowane w prawej kieszeni. Nie było ich za wiele, ale miałam nadzieję, że wystarczy ich. Jeśli tak nie będzie to już po mnie. Naboje nie były takie zwyczajne, były stworzone z drewna. Właściwie wewnątrz ono było, a z zewnątrz wyglądały jak najzwyklejsze naboje. Dlaczego akurat z drewna? Ponieważ zwykłe naboje tylko ICH by zraniły, a te jeśli trafią w miejsce gdzie powinno znajdować się serce to ONI umrą. Tak działały one jak kołek, a moimi przeciwnikami były wampiry. Jednak one nie były takie jak w bajeczkach, że od słońca się spalą i żyją wiecznie. Nie, mogły spokojnie za dnia sobie chodzić i żyły dłużej od nas - ludzi, lecz nie wiecznie. Czemu mnie chciały zabić? Powodem jest moja krew. Posiadałam bardzo rzadką grupę krwi, tak zwaną grupę C. Pojawiała się u niektórych osób i była dla wampirów niczym narkotyk dla ludzi. U mnie w rodzinie zaistniała pewna tradycja odkąd mój praprapraprapraprapradziadek odkrył, że posiada grupę C, a mianowicie dopóki nie odkryjemy do czego służy ta krew musimy być z inną osobą o tej grupie.krwi, ponieważ tylko wtedy ona przechodzi na potomstwo, bo inne ją zagłuszają. Dlatego po tym jak zostałam ostatnią członkinią mojej rodziny zmieniłam nazwisko i dołączyłam do łowców wampirów. Zabiłam już wiele wampirów, dlatego dostałam od nich przydomek Pieśni Śmierci.
Usłyszałam cichy gwizd. 'Nareszcie' pomyślałam 'Za chwilę zaatakują' I tak się właśnie stało. Po chwili wyskoczyło zza drzew z dziesięć wampirów. Szybko wyciągnęłam pistolet, który już wcześniej załadowałam i zastrzeliłam wszystkich. 'Szybko poszło...' pomyślałam. 'Za szybko...; Zaczęłam szybko rozglądać się za kolejnymi, lecz nikogo nie zauważyłam. 'Cholera... Muszę to zrobić...' O co mi chodziło? Chodziło o zastosowanie grupy C, które już wcześniej odkryłam- mogę używać magii, którą posługują się tylko wampiry. Niestety jest skutek uboczny, który sprawia, że sama zmieniam się z czasem w te krwiopijcze potwory. Po co chciałam użyć magii? Żeby upewnić się, że na pewno to już wszystkie. 'Jednak jeśli to nie wszystkie, to zauważą, że używam magii' olśniło mnie.' Cholera...To na wszelki wypadek przygotuję się do kolejnej walki.' Zaczęłam załadowywać pistolet, gdy nagle poczułam, że nie mam już naboi. 'Jak to możliwe? Przecież je brałam...' W tej chwili zza krzaków wyszedł czarnowłosy chłopak. Miał niebieskie oczy i był ubrany w szarą bluzę i czarne spodnie. Kiedy się jemu lepiej przyjrzałam już wiedziałam z kim mam do czynienia. Był wampirem. Po czym to poznałam? Miał ledwo zauważalną czerwoną obwodę w swoich oczach. Byłam przerażona, nie miałam już naboi, a on mógł z łatwością się mną pożywić, a potem zabić. Czekałam, aż wreszcie mnie zaatakuje, lecz on tylko stał i się na mnie patrzył. W końcu ruszył, lecz gdy na chwilę zamknęłam nie poczułam bólu, a za plecami czułam ledwo wyczuwalne ciepło. Obróciłam się i zobaczyłam go jak walczył z drugim wampirem. 'Czemu on to robi?' Zdziwiłam się, bo zawsze uważałam wampiry za swoich wrogów. Przyglądałam się się tej walce, bo jaki inny miałam wybór skoro nie mogłam się nawet bronić? Dopiero po pewnym czasie uświadomiłam sobie, że powinnam stąd uciekać. 'Czemu o tym wcześniej nie pomyślałam? Idiotka...' Nie wiedząc gdzie powinnam uciec, bo oczywiście w takich momentach mój mózg musi iść na urlop, zaczęłam biec w tą samą stronę co wcześniej szłam. Biegłam ile sił w nogach, bo słyszałam za sobą różne dźwięki, wiedziałam, że to wampiry wychodzą z ukrycia. Już powoli zaczynałam być zmęczona, gdy nagle ujrzałam światło. 'Nareszcie! Miasto!' ucieszyłam się w myślach, a nowa nadzieja sprawiła, że znalazłam jeszcze jakieś ukryte siły do biegu. Niestety w tej samej chwili zza krzaków wyskoczyła wampirka o blond włosach. Już wystraszona miałam zamiar zacząć biec w inną stronę, jednak ta mnie złapała za rękę i pobiegłyśmy dalej w stronę miasta. 'Czemu te wampiry mi pomagają?' cały czas zadawałam sobie to pytanie w głowie, jednak nie znajdywałam, żadnej sensownej odpowiedzi. Kiedy wreszcie byłyśmy blisko miasta wyskoczyła kolejna wampirka, ale ta miała brązowe włosy i już miała zaatakować, lecz wyprzedziła ją jakaś blondynka. Nie widziałam jej oczu, ale wiedziałam, że jest człowiekiem. 'Chwila... Czy to Janna? Nie ona przecież za bardzo by się bała postawić wampirom... Więc czemu wygląda jak starsza wersja mojej przyjaciółki? Nic nie rozumiem...' Nagle poczułam, że ktoś ciągnie mnie za rękę. To ta blondynka co wcześniej. Chciała dalej biec, więc nie miałam innego wyboru jak biec za nią. Biegłyśmy tak przez dłuższy czas, lecz już żaden wampir nie wyskoczył nam na "przywitanie". W końcu dotarłyśmy do jakiegoś domu. Był to zwyczajny dwupiętrowy domek. Jednak w środku zdawał się być o wiele większy niż z zewnątrz. Znajdował tam się bardzo długi korytarz, który dalej prowadził pod ziemię. Nagle podeszła do mnie jakaś kobieta. Wyglądała na około 40 lat, miała brązowe włosy z siwymi prześwitami, a jej oczy były koloru zielonego, co najdziwniejsze miała jeszcze mniej dostrzegalną czerwoną obwodę niż u wampirów- grupa C. Uśmiechnęła się.
- Nie martw się nic Ci nie zrobimy- powiedziała takim łagodnym głosem, że w pewnym stopniu jej uwierzyłam. Jednak nie bez powodu od tylu lat działam sama, odkąd straciłam całą moją rodziną nie umiem nikomu ufać, co najwyżej do tego stopnia, żeby podać swoją nową tożsamość. Chciała do mnie podejść, jednak mój nieufny wyraz twarzy dał jej do zrozumienia, że to bezcelowe.- Nazywam się Rose, a wampirka, która Ciebie tu przyprowadziła to Kat. Może zdejmij kurtkę?- zaproponowała, a ja z lekkim wahaniem uczyniłam to. Wtedy ich oczom ujawniła się dosyć pokaźna plama krwi na mojej koszulce.- Zabierz ją do najbliższego pokoju i niech się położy na łóżku. Ja pójdę po opatrunki.- zwróciła się do blondynki i szybkim krokiem popędziła w głąb korytarza, a Kat zaprowadziła mnie do jakiegoś pokoju. Nawet nie zdążyłam się rozglądnąć i już jakimś cudem leżałam na łóżku. Dziewczyna podciągnęła mi lekko koszulkę i mimo tego, że była wampirem to na widok mojej rany, aż się skrzywiła. Po chwili przyszła Rose i założyła mi opatrunek.
- Ani mi się waż wstawać.- powiedziała głosem nie przyjmującym sprzeciwu, a ja nie mając innego wyboru skinęłam lekko głową. Po chwili zostawiły mnie samą w tym pokoju. Zaczęłam się rozglądać o pomieszczeniu. Nic wartego uwagi. Zwykła jasnobrązowa ściana, pod oknem był fotel, a obok mały stolik. 'Co by tu porobić?' pomyślałam, a po chwili zapominając o rozkazie Rose wstałam i wyglądałam na już spowity ciemnością świat. 'Cholera... Skoro nie mam naboi, to będzie trzeba je zrobić, ale nie mam składników... Może później się kogoś zapytam.' Nagle usłyszałam kroki i przezornie wręcz rzuciłam się na łóżko. Po chwili weszły tu dwie osoby, to była ta dziewczyna co wygląda jak Janna oraz ten czarnowłosy wampir.
- No ej! To mój pokój wypad!- oburzył się chłopak za co oberwał od blondynki w bok.
- Ogarnij się spójrz na jej opatrunek.- syknęła do niego, wzrokiem pokazując na mój brzuch. Ten nadal nie zadowolony odszedł na fotel. Za to dziewczyna podeszła do mnie i zaczęła zamieniać opatrunek.- Wampiry Ci to zrobiły?-zapytała w pewnym momencie, a ja spojrzałam na nią jak na idiotkę.
- Nie, Święty Mikołaj... To chyba oczywiste, że te potwory.- odpowiedziałam, zapominając o tym, że jestem w jednym pokoju z krwiopijczą bestią, która uratowała mnie.
- Nie wszystkie wampiry to potwory.- powiedział czarnowłosy.
- Ah... Może i masz rację... Jednak większość wampirów, które spotkałam chciały wypić mi krew do ostatniej kropli. Nie słyszałeś może o rodzinie Dragneel? NIKT z tej rodziny nie umarł śmiercią naturalną, choć z tego co wiem nie mieli z żadną wampirzą szychą na pieńku.- kiedy mówiłam o tym ledwo się powstrzymywałam przed rozpłakaniem się. Widziałam nawet parę śmierci członków mojej rodziny to był okropny widok.
- Widzę, że masz wielki uraz do wampirów, jednak na pewien czas musisz się pomęczyć z ich obecnością.- powiedziała blondynka.
- Z powodu tej rany? Pfff... Nie ma takiej opcji. Miewałam gorsze i jak widać daję sobie nawet radę.-
-No dobra, ale chociaż poczekaj, aż przestanie tak krwawić. Co najmniej z... tydzień, proszę. Nie są tu tylko jedynie wampiry, ale i ludzie z grupą C.- mówiła z prośbą w oczach dziewczyna.
- Eh... No dobrze...- zgodziłam się z niechęcią.
- Będziesz ze mną spała w pokoju, więc będzie trzeba jakoś przetransportować. Co będzie trudne...-
-Mogę normalnie chodzić- przypomniałam i już miałam wstać, ale blondynka od razu mnie powstrzymała.
- Nie wolno Ci wstawać, ale jakoś to zrobimy. Ach... No tak, zapomniałam się przedstawić. Jestem Janna, a tamten to Cas.-mówiąc ostatnie wskazała na czarnowłosego.
Tak minęło sporo czasu. Mimo to, że miałam zostać tylko tydzień to zostałam tam na stałe. Trudno mi to przyznać, ale jednak nie wszystkie wampiry są takie złe. Mimo wszystko nie mam zamiaru im ufać. Dowiedziałam się, że trafiłam do jakiejś organizacji, która ochrania ludzi z grupą C. ' Że też moja rodzina do takiej nie trafiła. Może nadal ze mną by byli...' pomyślałam, a łzy, które tak długo już powstrzymywałam wyszły w końcu na świat. Płakałam jak małe dziecko, które upadło przez kamień na ziemię. Czułam, że ktoś jest w pokoju, ale nie umiałam przestać. Nagle poczułam, że ktoś mnie przytula, a ja od razu wtuliłam się w tą osobę. Nie ważne kto to był, ważne że próbuje mnie pocieszyć.
Kiedy już się wreszcie uspokoiłam, spojrzałam na osobę, która mnie pocieszała, a był nim Cas.
- Wyglądasz okropnie- powiedział ze skrzywionym uśmiechem oraz współczującym wyrazem twarzy.
- Już miałam Ci podziękować za pocieszenie, ale nie zasłużyłeś.- odpowiedziałam na jego nie miłą, lecz szczerą uwagę.
- A co ja pies, żeby zasługiwać na bezwartościową nagrodę?-
- Jak zwykle zadufany w sobie materialista...-
- Nie prawda. Gdyby tak było nakrzyczał bym na Ciebie, bo teraz mam całą mokrą bluzę.- zauważył spoglądając na daną część swojej garderoby. Miał rację, była mokra jakby ktoś wrzucił ją do wody.
- To pewnie czegoś ode mnie w zamian chcesz.-
- Nie praw...da. No dobra mam do Ciebie prośbę.- w końcu przyznał, a ja słysząc to cicho się zaśmiałam.
- No dobra, mów o co chodzi.-powiedziałam przyglądając się pogodzie na dworze. ' Pada śnieg!' Zauważyłam. ' Trzeba będzie cieplej się ubrać i przygotować na to, że Janna i Kat wyciągną mnie na dwór. Nie chce mi się, ale... może być zabawnie.' Spojrzałam na Cas'a, ale ten patrzył w podłogę i nic nie mówił. ' Czy on...? Nie... Raczej nie.' Trwaliśmy w takiej ciszy i dopiero wejście Evelynn to przerwało.
- Cas, Rose Cię woła. Chyba coś przeskrobałeś.- powiedziała czarnowłosa budząc swojego brata z dziwnego transu.
- Cholera, zapomniałem. Miałem iść z Niną na zakupy. Ta baba mnie zabije!- doznał olśnienia Nightsky i prysnął z pokoju.
- Kat i
Janna czekają na dworze idziesz?- zapytała Evelynn.
- Nie mam i tak nic innego do roboty.- powiedziałam patrząc na mój mini warsztat gdzie leżały niedokończone naboje. ' Mam nadzieję, że Rose pamięta o tym drewnie.' Poszłam po swoją kurtkę i założyłam rękawiczki. Ledwo otworzyłam drzwi i już oberwałam śnieżką w kurtkę. Spojrzałam w miejsce z którego nadleciała i ujrzałam Ukimę. Była to rudowłosa dziewczyna o zielonych oczach z taką samą czerwoną otoczką jak ja, Rose i Janna, czyli posiadała grupę C. Szybko ulepiłam śnieżkę i rzuciłam w rudzielca< hyhy sorczi musiałam xD dop. Neko>, lecz ta szybko uniknęła jej i po chwili leciała w moją stronę śnieżna kulka. Szybko odskoczyłam, ale oberwałam dwoma z drugiej strony.
Rozpętała się walka na śnieżki. Nie mam pojęcia ile trwała, bo w pewnym momencie odeszłam na bok miałam zamiar odpocząć, lecz usłyszałam jakiś głos, brzmiał bardzo groźnie, ale ja oczywiście ciekawa zaczęłam iść w jego stronę. Po jakimś czasie ujrzałam czarnowłosego mężczyznę. Z wyglądu strasznie przypominał Cas'a i własnie w tej chwili zobaczyłam, że właśnie z tym idiotą rozmawia.
- Co ty wyrabiasz tutaj? - spytał mężczyzna ze wściekłością w głosie.- Powinieneś ją śledzić, a nie łazisz z jakimiś rozpieszczonymi laluniami.-
- Przepraszam, kazali mi iść po zakupy z Niną...- zaczął się tłumaczyć Cas, lecz przerwał przez cios zadany przez tego wampira. 'Czyżby to był jego ojciec?' pomyślałam.
- To następnym razem odmów i rób to co do Ciebie należy. Chyba, że...- tutaj się obleśnie uśmiechnął.- Chyba, że chcesz pozwolić swojej małej siostrzyczce pocierpieć?-
- Zostaw ją w spokoju! Obiecałeś!-
- Ty też, Cas. Jednak coś nie dotrzymujesz tego.-
- Dotrzymuję!-
-To gdzie jest ta dziwka?-
- N-Nie wiem...-
- No właśnie... Spadaj jej szukać!- złapał Nightsky'a za bluzę i rzucił przez płot. Szybko schowałam się za najbliższe drzewo, ale mężczyzna nawet nie spojrzał na chłopaka i odszedł w swoją stronę. 'O kogo chodzi? Przecież nikt nie ma u nas z wampirami na pieńku...Oprócz mnie.' Powoli podeszłam do Cas'a, a ten wystraszony odskoczył ode mnie, gdy byłam dosyć blisko niego.
- Słyszałaś wszystko?- zapytał ze strachem w głosie, a ja w odpowiedzi tylko westchnęłam i lekko skinęłam głową.
- O mnie chodzi prawda?- spytałam, a młody wampir lekko posmutniał i przez pewien czas się nie odzywał.- Rozumiem to za tak- już miałam odejść, gdy zatrzymał mnie jego głos.
- Wiem, że jesteś ostatnią z Dragneel'ów.-odwróciłam się do niego, jednak na mojej twarzy nie widać było żadnych uczuć.
- Co z tego? Chcesz mnie zabić? Proszę bardzo, masz właśnie idealną szansę. Już i tak za długo unikam tego losu.- spojrzałam w niebo, które było widać przez gołe gałęzie drzew i uśmiechnęłam się.- Może w końcu spotkam moją rodzinę.-
-Nie... Ja tego nie zrobię. W dodatku nie chodzi o zabicie Ciebie.- zaskoczona spojrzałam na niego.- Chodzą plotki, że nie jesteś jedyną uratowaną Dragneel'ówną.-
- Plotki to plotki. Nikt nie żyje.-
-Skąd to niby wiesz? Czemu nie masz nadziei, że ktoś przeżył?-
-Może dlatego, bo widziałam jak umiera moje młodsze rodzeństwo? Albo widziałam szczątki ciała mojej mamy? Widziałam już tak straszne rzeczy, że już zapomniałam co to nadzieja.-powiedziałam smutno, a w jednym oku pojawiła się pojedyncza łza, która po chwili spadła na zimny śnieg.
- Nawet tutaj nie miałaś nadziei, że wreszcie będzie dobrze?-
- Nie. Nadzieja na lepsze już według mnie nie istnieje- odpowiedziałam i odeszłam wolnym krokiem do pokoju. Nikt mnie nie zatrzymywał, nikt nie atakował śnieżkami, a gdy weszłam do środka Rose poczęstowała mnie ciepłym kakaem na co odpowiedziałam sztucznym uśmiechem. 'Widzisz Natsu jak bardzo jestem do Ciebie podobna? Tak jak ty udaję szczęśliwą mimo tego, że taka nie jestem. Jednak ty umiałeś pocieszać, ja nigdy nawet nie próbowałam, bo wiem, że nie wyjdzie tak jak powinno.' Na wspomnienie o młodszym bracie< tak tutaj są rodzeństwem, jakoś tak mi bardziej pasowało. dop. Neko> jak zwykle pojedyncza łza spadła na podłogę. Na szczęście już wtedy siedziałam u siebie w pokoju, więc nikt tego nie zauważył.
- Znowu płaczesz. Dziwne, że wszyscy uważają Ciebie za taką wesołą.- usłyszałam Cas'a.
- Zostaw mnie w spokoju. Teraz nawet bezwartościowej nagrody nie dostaniesz.- powiedziałam ze wzrokiem wbitym w okno.
- Cały czas zimna oraz oschła tylko i jedynie dla mnie. Mam się czuć wyróżniony?- odezwał się półżartem czarnowłosy, co z nieznanych powodów mnie rozśmieszyło.
-Ech... Jest już ze mną naprawdę źle, że takich żartów się śmieję.-
- Popieram. Jednak to jakaś odmiana, bo płakanie nic nie pomoże, lepiej spróbuj patrzeć na pozytywy w tym wszystkim. Na przykład: Poznałaś mnie.-
- Jesteś idiotą.- jednak mimo wszystko zaśmiałam się, ale po chwili spoważniałam, bo zauważyłam, że Cas cały czas coś trzyma za plecami.- Co tam masz?-spytałam, odruchowo już przygotowując się do złapania za broń. Nightsky powoli pokazał co trzymał tam, a okazało się tym- paczka piwa.
- Pijemy?- zapytał z uśmiechem na ustach, a ja w odpowiedzi zabrałam mu jedno piwo, otworzyłam i się napiłam. Chłopak chwilę nie zrozumiał co się stało, lecz po chwili poszedł w moje ślady.Chwilę oboje odczekaliśmy, aż alkohol zacznie działać.- Wiesz, że wampiry chcą się pozbyć Ciebie ze względu na własne bezpieczeństwo?-
-Pff... Mogli ze mną nie zaczynać, a teraz będzie na mnie. Jednak mam pewnego asa w rękawie.- uśmiechnęłam się na myśl zdziwionych twarzy moich ofiar, a następnie wypiłam kolejne piwo. Już mi lekko szumiało w głowie. Zobaczyłam, że Cas jest zaciekawiony tym co powiedziałam.- Nie bez powodu jest nazywana Pieśnią Śmierci. Potrafię tak jak wy, wampiry posługiwać się magią. Zapewne to dzięki grupie C.-Chłopak słysząc to popijał napój i rozmyślał nad tym co powiedziałam, a ja prawdopodobnie pod wpływem alkoholu zaczęłam opowiadać o moim odkryciu, o rodzinie i w ogóle po raz pierwszy przed kimś się tak bardzo otworzyłam. Wiedziałam, ze nie powinnam, bo przecież jest zmuszany do śledzenia mnie, ale olewałam to. Pamiętałam o tym, że nie robi tego z własnej woli, a ja sama potrzebowałam to komuś powiedzieć. Gdy opowiadałam o tym jak patrzałam na śmierć Natsu po raz któryś dzisiejszego dnia płakałam, a Cas znowu mnie przytulał. 'Mogłabym tak przytulać się do niego wiecznie.' nagle przyłapałam się na tej myśli i gdybym byłą trzeźwa zbeształabym się za to, ale nie zrobiłam tego. Sama nie wiem jak się to stało, ale z przytulania przeszło w całowanie. To było dziwne uczucie, jakbym jednak poczuła, że może jednak być lepiej.
18+
Po chwili stałam przyparta plecami do ściany, a czarnowłosy zabrał się za zdejmowanie ze mnie bluzy, do której niebawem dołączyła koszulka. Dalej zawzięcie całując, zaczął pieścić moje piersi, przez co cicho pojękiwałam. Lekko popchnął mnie na łóżko i zabrał się za rozpinanie mojego stanika. Trochę ciężko mu to szło, przez co, nie umiejąc się powstrzymać, cicho się zaśmiałam, a ten spojrzał na mnie z wyrzutem, zaraz dokańczając to, co zaczął. Opuścił moje wargi i wziął się za sutki. Co jakiś czas je podgryzał, wydawałam z siebie coraz głośniejsze jęki. W między czasie zdjęłam jego górną część garderoby. <Zabilibyście mnie gdyby teraz wpadła Janna? xD Wiem, że tak. ;-; dop. Neko> Nie mogąc znieść leżenia na dole, ostatkiem sił przewróciłam chłopaka na plecy i spojrzałam na niego triumfalnie. Uśmiechnął się lekko, najwidoczniej odpowiadała mu taka kolej rzeczy. Przysunęłam usta do jego grdyki, złożyłam na niej parę mokrych pocałunków. Ręką powoli zaczęłam wędrować do rozporka jego spodni. Gdy poczuł, jak moja dłoń dotyka jego męskości przez bieliznę, zadrżał lekko, a z jego ust wydobyło się ciche, rozkoszne westchnienie. Bardzo mnie ono usatysfakcjonowało. I jednocześnie podnieciło. Krążyłam dłonią po jego bokserkach, na których zaczynała rosnąć dość sporych rozmiarów wypukłość. Zrobiłam malinkę na jego szyi, po chwili przygryzając skórę w tym miejscu, i chwyciłam za jego penisa, pracując szybko dłonią. Patrzył na mnie spod przymkniętych powiek, czułam się jak najbardziej pożądana kobieta na ziemi. Znów zajął się pieszczeniem moich piersi, chcąc dostarczyć przyjemności również mnie. Nie mogąc już wytrzymać, wstałam na chwilę z łóżka, po czym wręcz zrzuciłam z siebie spodnie i majtki, ukazując się Cas'owi całkowicie nago. Pozwoliłam, by ponapawał się przez chwilę tym widokiem. Pożerał mnie wzrokiem, podobało mi się to. Ponownie wróciłam na posłanie i usiadłam na jego biodrach, lekko ocierając się o niego dolną partią ciała. Jęczałam cicho, przez co czarnowłosy jeszcze bardziej się podniecał.
Po chwili zastanowienia, wyjęłam gumkę spod kołdry, nawet nie wiem, skąd ona się tam wzięła. Lecz nie to było teraz ważne. Nałożyłam ją na jego członka, po chwili obficie śliniąc. Cas pojękiwał cicho, gdy to robiłam. Nie chciałam zbyt długo się tym zajmować, byłam już na skraju wytrzymania, więc po chwili znów przesunęłam się na jego biodra.
- Wejdź we mnie... - szepnęłam, ponownie chwytając za jego męskość i unosząc się lekko. Ten, bez chwili zastanowienia wsunął się we mnie jednym płynnym ruchem, głośno dysząc. Wydobył się ze mnie cichy krzyk przyjemności. To uczucie wypełnienia, które mnie opanowało, było niesamowite, nie mogłam opisać tego słowami. Lekkim ruchem bioder dałam mu znać, że może zacząć się ruszać. Mógł to robić od samego początku. Byłam naprawdę rozluźniona i podniecona.
Poruszał się we mnie coraz szybciej, sprowadzając mnie na granice szaleństwa. Zamknęłam oczy, ciesząc się tym uczuciem, które niedługo miało się skończyć. Czułam, że dochodzę. Wydawało mi się, że Cas'owi też niewiele brakowało. Zaczęłam lekko ściskać swoje sutki, krzycząc w niebogłosy. Czarnowłosy przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Gryzł moje wargi, ssał i lizał. Był naprawdę dobry w całowaniu.
Niewiele trzeba było czekać, zanim oboje doszliśmy i wyczerpani padliśmy obok siebie na łóżku. Próbowałam uspokoić oddech, on również.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
No kochana Miku mam nadzieję, że się podoba, bo heh pracowałam nad nim od 2014 roku. Ja leń i wena leń. Czasami bez weny pisałam i to pewnie widać, ale często musiałam czekać na wenę, co był trudne, bo jak ja chciałam pisać to weny nie było i na odwrót.
piątek, 23 stycznia 2015
Liebster Award
1. Jak masz na prawdę na imię?
Naprawdę nazywam się Asia.
Mai: i zabije każdego za nazwanie jej Aśką...
2. Co jest twoją pasją? (prócz pisania)
Moją pasją jest śpiewanie. Kij z tym, że nie umiem(dlatego Mai umie xD )
3. Czego boisz się najbardziej?
Najbardziej boję się tego, że w końcu zostanę całkiem sama oraz ciemności.
Mai: Głupia naoglądała się horrorów i widzi nie wiadomo co.
;___;
4. Ulubiony rodzaj muzyki i piosenkarz/zepół (jeśli posiadasz).
Uwielbiam rock'a, a uwielbiam kilka zespołów, ale najbardziej Skilleta oraz Evanescence .
5. Opisz siebie w 3 słowach.
Zwariowana, pesymistyczna....
Mai: łatwa do wkurzenia.
6. Ulubione anime?
Oprócz FT? Podoba mi się Zakuro (zawsze zapominam dalszej nazwy) i Naruto (aktualnie jeszcze oglądam).
7. Wymień 3 ulubione postacie z Ft.
CANA <3 (jakoś tak ją lubię), Wendy i...
Mai: Mogę ja za Ciebie?
Dobra, bo nie mam pomysłu.
Mai: Levy :v
8. Jak zaczęła się twoja przygoda z pisaniem i dlaczego postanowiłaś/eś założyć bloga?
Uhuhuhu... Ogólnie pisać zaczęłam dlatego, bo pani w bibliotece zorganizowała konkurs pisarski i... o dziwo polubiłam pisać. Dlaczego stworzyłam bloga? Hmmm... Jakoś tak czytając ff innych blogerów zawsze wymyślam swoje własne dokończenia i w pewnym momencie powstała Mai. W końcu znikąd wpadlłam na pomysł stworzenia bloga.
9. Co jest dla ciebie najważniejsze w życiu?
Szczerze? Muzyka, przyjaciele oraz rodzina.
10. Jak zaczęła się twoja przygoda z anime?
Emm... Tak świadomie zaczęłam oglądać anime za namową mojej koleżanki, kiedy była u mnie i robiłyśmy projekt na angielski.
11. Ulubione gatunki anime i dlaczego?
No... Nie ukrywajmy... Ecchi, ponieważ jakoś tak przypadło mi do gustu... Niewiem dlaczego.
Nominuję:
Czarna - http://fairytail-serce-smoka.blogspot.com/
Akane Dragneel - http://borkaborkowska.blogspot.com/
Lavana Zoro - http://fairytail-galevy-kaskada-nienawisci.blogspot.com/
Yin Fortis - http://smierc-to-nie-koniec.blogspot.com/
Agnieszka Milczarek - http://opowiadania-fairy-tail.blogspot.com/
Tsuki i NatsuSalamander - http://fairy-tail-teraz.blogspot.com/
Feluś- chan i loveanime321 - http://ft-love-4-ever.blogspot.com/
Oliwia Natsuki - http://lucy-celestialprincess.blogspot.com/
Lamia Eiss'ia - http://sercafairytail.blogspot.com/
Nie chce mi się 11 blogów(pewnie jakiś fajny pominęłam ale cicho), więc tyle zostaje :v
Moja pytania:
1. Ulubiona piosenka?
2. Jakie jakie jest twoje hobby?
3. Czy wiążesz swoją przyszłość z pisaniem?
4. Ulubiony rodzaj książek (jeśli posiadasz)?
5. Czy boisz się horrorów?
6. Jakie jest twoje nastawienie do życia?
7. Ulubione anime (oprócz FT)?
8. Czy lubisz czytać książki?
9. Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?
10. Ulubiona postać z FT?
(Teraz dziwne pytanie, bo musiałam i odpowiadać mi tu szczerze)
11. Czy widujesz postacie (także te własne) ze swoich opowiadań?
piątek, 2 stycznia 2015
Rozdział 13
Prawda
Mai
- Nadzieja matką głupich- pomyślałam siedząc na kanapie i patrząc w sufit. - Wyrzucą mnie z gildii to pewne, a ja niestety polubiłam ją. W dodatku tu jest też moja rodzina. Jednak prędzej czy później poznają prawdę. Ugh... Czemu życie jest takie trudne? - moje rozmyślania przerwał nagły ruch w pokoju. Szybko spojrzałam w tamtą stroną i zobaczyłam Cas'a. Przypadkiem znowu przypomniałam sobie wczorajszą noc, a na moich policzkach pojawiły się rumieńce. - Cholerny alkochol... A jeśli on pamięta wszystko? Co wtedy? - w głowie miałam tyle pytań, a żadnych odpowiedzi. Znowu spojrzałam na czarnowłosego, który właśnie przyglądał mi się badawczo.
- Coś się stało, Mai?- nagle spytał i dopiero teraz poczułam samotną łzę, spływającą po moim policzku. Szybkim ruchem ręki starłam ją i odwróciłam się. - Masz zamiar im to powiedzieć?- dalej próbował uzyskać ode mnie jakąś odpowiedź.
-Tak- odpowiedziałam ledwo słyszalnie, lecz wiedziałam, że usłyszy. Odwróciłam się do niego i zobaczyłam, że jest zaskoczony.- Od początku wiedziałam, że nie powinnam była dołączać do tej gildii.-powiedziałam swoje myśli na głos, ale już patrzałam w jakiś punkt na ścianie. Stałam tak chwilę, gdy nagle poczułam, że ktoś mnie przytula.
- Nie płacz, może wszystko będzie dobrze?- powiedział niebieskooki z głową w moich włosach.
- Dziwne, że jemu to nie przeszkadza...- pomyślałam. Dopiero gdy dotarło do mnie znaczenie jego słów zauważyłam, że po moich policzkach spływają, jak się okazało, łzy. - Dlaczego jesteś taka słaba Mai? Czemu zawsze płaczesz? Jesteś słaba i przez to wszystko tracisz. Nie umiesz utrzymać tego co dla Ciebie jest ważne. Pewnego dnia stracisz wszystko. Nawet tego czarnowłosego idiotę...- mówił jakiś głos w mojej głowie. - Nie... to było inaczej...- przypomniałam sobie pewną rozmowę. Rozmowę z bardzo ważną osobą dla Natsu- Igneel'em. Ten czerwony smok był naprawdę miły, a dla mojego kuzyna zrobiłby wszystko. Poprawka: Zrobił dla niego wszystko czego potrzebował różowo włosy. Nauczył go władać magią, wychował, porzucił, gdy musiał to zrobić. Musica mówiła mi dlaczego x777 7 lipca prawie wszystkie smoki zniknęły. Powód był prosty- musieli opracować plan pokonania Acnologii. Niestety coś się stało, a Musica w czasie tej narady miała wizję ze mną. Co w niej było? Nie mam pojęcia. Nie wiem też ile tak stałam w objęciach Cas'a. Chciałam go lekko.odepchnąć od siebie, ale wtedy jak na komendę szybko mnie póścił.
- Muszę to zrobić...- powiedziałam i wyszłam jak człowiek przez drzwi i skierowałam się do gildii.
- On nic nie pamięta...- uświadomiłam nagle sobie przypominając niedawne wydarzenie.- To chyba dobrze...- mimo wszystko czułam lekkie ukłucie w sercu.- Ja chyba nie...- Jak jakaś wariatka przywaliłam sobie z liścia- Głupia! To przyjaciel i na dodatek idiota!- upominałam siebie w myślach. Teraz spojrzałam przed siebie i zauważyłam wielkie, brązowe drzwi prowadzące do Fairy Tail. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka. Już miałam się schylić, gdy uświadomiłam sobie, iż nie ma przed czym. W gildii było pusto. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że dzisiaj wszyscy członkowie, którzy nie byli na misji, a Erza ich złapała, musieli pomagać odbudować zniszczone przez ludzi Zerefa budynki. Poszłam na schody, a potem stanęłam przed gabinetem mistrza. Znowu głęboki.oddech, bo się lekko zdenerwowałam i zapukałam do drzwi. Po chwili usłyszałam: " Wejść!" Oczywiście weszłam. Siedział tam Macarov <autokorekta chciała napisać Makaron xD>i wyczekująca na mnie patrzył.
-Chciałam...- cicho zaczęłam, a gdy uświadomiłam sobie, że mówię za cicho wzięłam po raz trzeco głęboki oddech i powtórzyłam- Chciałam poinformować, Mistrza, że dołączając do gildii naraziłam Was na niebezpieczeństwo. Zapewne, gdy wszystkiego Mistrz się dowie to mnie wyrzuci z gildii, ale... nie ważne.- Wzięłam po raz kolejny głęboki oddech, bo opowiadanie o czasach, gdy wszystko było dobrze jest dla mnie bolesne.- Jak pewnie Mistrz wie, Natsu ma zablokowane wspomnienia, dotyczące mojej osoby. Jest jednak pytanie "Co ja z tego powodu zrobiłam?". Jednak po koleji. Najpierw chciałabym wytłumaczyć kto i dlaczego to zrobił, zanim dojdę do sedna sprawy.- zrobiłam krótką przerwę i zobaczyłam, iż Macarov lekko się niecierpliwi.- Musica, smoczyca, która mnie wychowała, miewała czasami wizje, a ostatnia, o której mi jest wiadomo, dotyczyła właśnie mnie. Pokazywała jak z wściekłości zabijałam ludzi, rozwalałam wszystko co na mojej drodze stało. Oczywiście powiedziała o tym Igneel'owi, a co on zrobił? Zablokował Natsu pamięć dotyczącej mojej osoby, a także odseparował go ode mnie. Mistrz pewnie ma nadzieję, że wizja się nie spełniła. Jednak to płonna nadzieja. Zabiłam w przeciągu 6 miesięcy wiele osób, a co najlepsze: miałam wtedy 6 lat.- zaśmiałam się cicho, a potem czekałam na reakcję Macarova. Siedziałam tak i patrzałam na staruszka dłużą chwilę, gdy wreszcie się odezwał.
- Pieśń Śmierci...-to nie było pytanie, ale mimo wszystko kiwnęłam głową na potwierdzenie. Wiedziałam co za chwilę powie.- Wiesz, że muszę chronić innych członków gildii?-
-Wiem i dlatego chcę odejść z gildii.- odpowiadam z kamienną twarzą. Mistrz wyciąga jakiś przedmiot, następnie przystawia go do mojego znaku. Po chwili na moim ramieniu nie ma nic świadczącego o mojej przynależności do Fairy Tail. Jak maszyna wstaję z krzesła, otwieram drzwi od gabinetu Macarova, potem wychodzę z gildii. Nie chcę patrzeć na ten budynek, więc biegnę ile sił w nogach do domu. Kiedy dotarłam w reszcie do celu, otwieram drzwi i już chwilę po wejściu z moich oczu poleciały łzy. ' Znowu go straciłam.' Pomyślałam z bólem w sercu. ' Jednak tym razem odejdę sama. Koniec narażania innych. Czas powrócić do poszukiwań, jednak tym razem kogoś innego.' Rozmyślałam, pakując swoje rzeczy. Szybko napisałam listy do Alice i Cas'a, a następnie wyskoczyłam przez okno. 'Witaj samotność. Dawno się nie widziałyśmy...'
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Tak wreszcie nowy rozdział.
Mai: Ona chciała Wam zrobić jakże 'miły' prezent nowo roczny i pomijąc opowiadanie o mojej przeszłości.
Miałam zły humor nooo... W dodatku w końcu wrzuciłam ten szajs...
Emo Mai hyhy xD
środa, 24 grudnia 2014
Święta!
Mai: Że też z CaMa takich problemów nie masz... -.-
Bo wasza dwójka to moje OC'ki, a nie czyjeś postacie...
I druga informacja-(chyba trochu spóźnione) życzenia!
Wesołych Świąt, dużo prezentów pod choinką i.co tam jeszcze chcecie na święta!
Mai: Szalonego oraz (jeśli macie taką opcję) pijanego Sylwestra (mnie przyjaciółka szampanem upije xD).
Cas: Niech rok 2015 będxie rokiem w którym w końcu zrobicie to co mieliście zrobić w 2014.
W moim wypadku to będzie sprzątanie po świętowaniu, schudnięcie pare kilo i... nie ukrywajmy- poprawienie ocen w szkole. To tyle. Zapraszam do czytania.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Szłam spokojnie po ulicach Magnolii, trzymając mały pakunek w prawej ręce. Mały, a jednak pokładałam w nim nadzieję, iż danej osobie, która go dostanie, się spodoba. Cały czas myślałam nad wyrzuceniem go i kupieniem innego, ale wtedy przypominałam sobie, że wszystkie sklepy są już pozamykane. Wtedy dotarłam do celu. Stałam właśnie przed dużymi, brązowymi drzwiami, a zza nich wydobywał się wesoły gwar. Przełamałam się i weszłam do budynku, a następnie szybko się pochyliłam, dzięki czemu nie oberwałam krzesłem.
-Mimo wszystko kocham tę gildię.-pomyślałam patrząc na bijących się członków słynnej gildii Fairy Tail.- Zgaduję, że Natsu ją rozpętał wraz z Gray'em- zaczęłam się rozglądać za moim kuzynem. Jednak o dziwo nie bił się. Siedział spokojnie przy stole wraz z Lucy. Wtedy zobaczyłam coś ciekawego nad ich głowami, a na moich ustach pojawił się złośliwy uśmieszek, który po chwili zamaskowałam i zaczęłam iśc do tej dwójki.
- Cześć, Natsu, Lucy- przywitałam się z uśmiechem.
- Cześć, Mai- odpowiedziała mi blondynka za to Dragneel przyglądał się bójce z utęsknieniem. Cicho się zaśmiałam.
- Wiecie, że coś nad Wami wisi?- zapytałam się nadal uśmiechając, a ta dwójka szybko spojrzała w górę i ujrzeli jemiołę. < skoro nie one-shot NaLu to chociaż momenty dałam dop. Neko> Lucy spaliła buraka, a Natsu miał ledwo widoczne rumieńce i zaczął się nerwowo drapać w tył głowy. Wiedziałam, że z własnej woli tego nie zrobią, więc gdy mieli już coś powiedzieć pchnęłam różowo włosego w stronę blondynki. Wtedy oboje spalili jeszcze większe buraki, a pochwili odłączyli się od świata. Zaczęłam się kierować do wyjścia, ale przypomniałam sobie po co tu przyszłam. Zaczęłam się rozglądać się za Cas'em, a gdy nie udało mi się jego znaleźć odetchnęłam cicho z ulgą. Wtedy poczułam, że coś mi zakrywa oczy.
- Zostaw mnie!- krzyknęłam. Jednak ta osoba nadal zasłaniała mi widoczność, a po chwili coś wcisnęła do mojej lewej ręki. Było małe i zimne. Odczekałam chwilę i spróbowałam się odwrócić. Udało mi się, ale nikogo tam nie było, ani żadnego zapachu. Spojrzałam na rzecz, którą dostałam. Okazało się, że trzymam w ręce naszyjnik z małą, fioletową nutą. Schowałam go do kieszeni i wróciłam do domu. Wtedy zrozumiałam, że nie dałam Cas'owi prezentu. Kiedy wreszcie dotarłam do domu zmęczona położyłam się na swoim łóżku, gdy nagle poczułam pod głową coś twardego. Moja książka. Zaczęłam ją czytać i jak zwykle utonęłam w lekturze. Kiedy wreszcie powróciłam do świata rzeczywistego, wstałam i wzięłam prezent, a następnie weszłam do pokoju Cas'a. Niestety leżał tam, a gdy usłyszał, że ktoś wszedł szybko spojrzał w moją stronę. Trochę go zaskoczyło moje wejście, a gdy zobaczył pakunek, który trzymałam w ręce, jeszcze bardziej się zdziwił. Nie wiedząc ci zrobić rzuciłam mu prezent, mówiąc "Wesołych Świąt" i już miałam zamiar odejść, gdy nagle usłyszałam jego głos.
- Czy ty mnie unikasz?- zapytał się z nutą smutku w głosie. Przełknęłam cicho ślinę, ale chyba i tak zrobiłam to zbyt głośno.
- Nie unikam Ciebie- odpowiedziałam, nie odwracając się nawet do niego.
- Nie kłam. Przecież widzę, że to robisz.- nie dawał za wygraną czarno włosy.- Coś się ostatnio między nami zmieniło.- Bardziej stwierdził niż zapytał Nightsky.
- Masz rację.- przytaknęłam powoli.odwracając się w jego stronę. Okazało się, że już nie leżał na łóżku, a stał przede mną, o wiele za blisko, przez co moje serce zaczęło przyspieszać. Miałam wrażenie, że bije tak głośno, że zagłusza wszystko inne.
- Da się jakoś nasze relacje naprawić?- zapytał z taką nadzieją w głosie, że nie umiałam się powstrzymać i spojrzaławm w jego oczy. Widziałam w nich nadzieję oraz smutek, a także coś czego nie umiałam rozszyfrować. Byłam ciekawa co to jest tak bardzo, że tak długo się jego oczom przyglądać, już prawie w nich tonęłam.
- Aż tak bardzo to widać?- Z nadaremnych prób rozpoznania tego czegoś, wyrwał mnie głos Cas'a.
- Nie rozumiem...- zdziwiłam się.
- Przyglądasz mi się tak jakbyś coś dziwnego zauważyła...- Następnym razem muszę bardziej dyskretnie się jego oczom przyglądać.
- Bo tak jest.- Wypaliłam, zanim pomyślałam co mam zamiar powiedzieć.- Tylko nie mam pojęcia ci to...- po chwili dodałam z nutką irytacji. Usłyszałam cichy śmiech czarno włosego, więc posłałam mu złowrogi wzrok. Nagle z ni z tego ni z owego od tak poprostu mnie przytulił.<Mai: Wiesz, że tak przedłużając sprawiasz, że niektórzy mogą zacząć się wkurzać? Neko: Wiem, ale jakiś krótki ten one-shot, a nie wiem czy pisać 18+ Mai:...> Nie mając innego wyjście wtuliłam się w przyjaciela. -Chociaż... Czy aby napewo nadal nim jest? Mam wrażenie, że chyba stał się dla mnie kimś więcej, ale czy ja dla niego? Nie... Wątpię...-Nagle poczułam, że mnie puszcza, a mi się z nieznanego powodu zrobiło smutno. Jednak po chwili schylił się, a następnie mnie pocałował, co zbiło mnie mocno z tropu, lecz po chwili go odwzajemniłam. Początkowo zdziwił się moim ruchem, a po chwili zaczął pewniej mnie całować.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Dobra sorka, że takie krótkie, ale ja już dzisiaj o 4 jadę do Lublina i chcę trochu pospać, w dodatku mi Mai nie wytrzymuje już powoli, a ja nie umiem pisać romantycznych scen, więc też jest mi to na rękę.
Mai: Jakaś ty szczera.
Ta od jakiegoś czasu tak mam, ale głównie w internetach.
Mai: Potwierdzam. Pozwolę sobie zacytować pewną twoją rozmowę przez skype:" Dobra po tym meczy prawdopodobnie moja koleżanka wbije, więc będę mogła Was mieć głęboko."
Hyhyhy No cóż... Przynajmniej jestem szczera :D
No więc na koniec Wesołych Świąt kochani! Widzimy się po Nowym Roku!
wtorek, 9 grudnia 2014
Rozdział 12
Właśnie wracałem do domu, byłem już blisko celu, gdy nagle poczułem znajomy zapach. Evelynn...Przecież ona jest w naszym rodzinnym domu, więc nie możliwe, aby tu była. Jednak zapach nie znikał. Czyżby naprawdę była w Magnolii? Zacząłem szybko kierować się jej zapachem, a prowadził mnie chyba do domu. Zapach był coraz silniejszy, gdy nagle... zniknął? Co jest? Zrezygnowany wszedłem do domu i wszedłem do swojego pokoju. Leżałem przez pewien czas na swoim łóżku, ale wtedy usłyszałem czyjąś rozmowę
- Evelynn nie chcę być nie miła, ale chyba Ci coś nie wyszło. - powiedział tak dobrze znany mi głos. Mai, ale... skąd ona zna moją siostrę. Chwila... Czy ona z nią właśnie rozmawiała?
- Widzę właśnie. Pomożesz mi Mai?- usłyszałem głos Evelynn. Ona tu jest! < i tańczy dla mnie... Mai: Jesteś dziwna Neko: Nawzajem, Mai.> Pędem popędziłem do pokoju z którego dochodziły głosy, czyli do kuchni. W pewnym momencie poczułem, że coś się spaliło. Wszedłem do pomieszczenia i ujrzałem siedzącą przy stole Emily oraz Mai i Evelynn coś gotujące.
- Evelynn?- nie mogłem się powstrzymać i zapytałem na głos patrząc na czarne włosy mojej siostry.
- Na pewno nie Magda Gessler, bo ona umie gotować.- powiedziała fioletowowłosa, która właśnie coś wyciągała z lodówki. Nagle coś się na mnie rzuciło i omal mnie nie doznałem bliskiego spotkania z podłogą.
- Cześć, braciszku!- powiedziała Evelynn z uśmiechem od ucha do ucha, nadal mnie przytulając tyle, że coraz mocnej.
- Cześć, Evelynn... Dusisz.- powiedziałem coraz łapczywiej biorąc cenne powietrze do ust. Ta cicho wybąkała "przepraszam" i mnie wypuściła. Teraz poczułem bardzo smakowity zapach, a po spalonym jedzeniu pozostał tylko lekko wyczuwalny smród. Chciałem zobaczyć co ta katarynka gotuje, ale ledwo zrobiłem krok w stronę fioletowowłosej, a oberwałem patelnią w twarz. Tu wszystko się urywa...
Jakieś 10 minut później...
Obudziłem się przez jakiś dziwny dźwięk, który po chwili się powtórzył. To był mój głodny brzuch. Wstałem i poszedłem do kuchni, bo czułem tam smakowity zapach, lecz po chwili fioletowe tornado wypchnęło mnie do salonu.
- Zostań.- powiedziała Mai, rzucając mnie na kanapę.
- Hau hau.- spojrzałem na nią, a ta tylko posłała mi krótkie, surowe spojrzenie i wyszła.
-Hmm... Chyba za mocno oberwałem w głowę, bo wydawało mi się, że gramofon lekko się uśmiechnęła na mój "żart"- pomyślałem. Nie mając co robić zacząłem rozglądać się po salonie. Nagle dostrzegłem otwartą książkę, która leżała na stole. Podszedłem do niej i przeczytałem tytuł. "Kiedy nadciąga ciemność".- Co ta Mai czyta?- Spojrzałem na stronę, którą najwidoczniej czytała. Przeczytałem ze dwie strony, a na ustach pojawiał się coraz większy uśmiech.- Heh... Nie spodziewałem się tego po Tobie, muzyczko...- nagle usłyszałem kroki, więc szybko odłożyłem książkę na miejsce i odwróciłem się do niej tyłem. Pierwsza weszła Mai i chyba mój uśmieszek oraz miejsce w którym stałem samo za siebie mówiło co robiłem. Ta lekko się zarumieniła, a chwilę później rzuciła się na mnie niczym drapieżnik na swoją ofiarę.
- Zabiję Cię kiedyś.- powiedziała, a jej fioletowe włosy lekko zakrywały jej twarz. Jednak dalej widziałem jej rumieńce przez co lekko się zaśmiałem. Nawet sło~... Cas o czym ty myślisz idioto? Ugh... Teraz weszły do pokoju Evelynn ze śniadaniem i Emily.
- No,no,no braciszku. Myślałam, że nadal jesteś singlem.- powiedziała czarnowłosa i cicho zachichotała
- Idiota, debil, błędny słownik, popsuta encyklopedia...- cicho wyzywałam tego głupka w drodze do gildii.- Jak on śmiał przeczytać książkę, którą właśnie czytałam. Do gildii trochę jeszcze mam, ale chyba jednak pójdę do parku. - Jak pomyślałam tak zrobiłam i już po chwili siedziałam na gałęzi drzewa, czytając tą przeklętą książkę. Po paru minutach nie wytrzymałam i schowałam ją do torebki, którą zawsze miałam przy sobie.
- Czemu on tak się uśmiechał? Nie moja wina, że Emily mi ją poleciła... Chwila... Czy ona wiedziała, że tak będzie? Nic tylko udusić, ale nie chcę mieć Zerefa na karku przez to. Mam wrażenie, że coś między nimi...- nagle przerwałam rozmyślania, bo złapałam się na tym, że zachowuję się jak Mira. Spojrzałam na niebo i przyglądałam się im. Widziałam jedną przypominającą kształt nuty, a także paletę oraz smoka ziejącego ogniem. Od razu przypomniałam sobie o Igneelu.
- A co jeśli Igneel odszedł przeze mnie?- pomyślałam. Powoli zaczynałam się obwiniać za jego zniknięcie, bo stał się ono chwilę po wizji Musici. Ta wizja dotyczyła mnie i... czas chyba powiedzieć kim naprawdę jest Mai Musicrose. Szybko zeskoczyłam z drzewa i pobiegłam do domu Lucy, bo zaraz będzie ciemno < ZAMNIJ SIĘ... Sorczi... Musiałam :x> i pewnie jest już tam blondynka, a to oznacza, że Natsu na 99% też tam jest. Oczywiście zwyczajem rodzinnym weszłam przez okno. Niestety zastałam tam tylko Lucy... w samym ręczniku.
- Yyy... Ups?- tylko tyle powiedziałam, a blondwłosa się załamała.
- To chyba u Was rodzinne...- powiedziała po chwili już z lekkim uśmiechem.- Kawy, herbaty?- zapytała po 5 minutach, już ubrana magini.
- A masz może Sake?-zapytałam z nadzieją na upicie się. Ta pokiwała głową i wyszła z pokoju, by po chwili wrócić z dwoma butelkami Sake. Muszę się porządnie upić skoro już jutro będę musiała powiedzieć im prawdę o mnie i zapewne stąd odejść. Spojrzałam na swoje ręce. Wszyscy uważali, że są czyste i nie umiejące zabijać. Może i są drobne, ale jednak są splamione krwią niewinnych. Już po 5 minutach robiłam rzeczy, które można zrobić tylko jedynie pod wpływem alkoholu. -Niestety wszystko pamiętam, ale mam nadzieję, że on nie...- pomyślałam patrząc na czarnowłosego chłopaka, który leżał obok mnie.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Przykro mi, że nie daliście tych 4 komentarzy, a rozdział czego już długo...
Mai: i dobrze, że czekał... Mógł poczekać, aż zmienisz końcówkę...
Myślałam, że masz na mnie focha.
Mai: Bo mam -.-
Dziewczyno, sorczi, ale musiałam wykorzystać to, że byłaś upita...
Hyhyhy Wyobraź sobie, że zamiast Natsu jest Cas, a zamiast Lucy...
Mai: A kysz diable wcielony.
środa, 19 listopada 2014
Rozdział 11
"Przepraszam"
ON
Szedłem spokojnie po ulicach Magnolii, gdy nagle usłyszałem huk. Dlaczego oni zawsze muszą coś niszczyć? Nic tylko niańkę im załatwić... Różowe włosy. Emily! To musi być ona. Tylko czemu przede mną ucieka? Jest zła na mnie? Pewnie tak. Ugh... Mogli mnie wcześniej poinformować o jej zniknięciu. Dragneel biegła razem z jakąś fioletowowłosą dziewczyną. Kojarzę ją, ale... niemożliwe... A jednak żyje. Dlaczego do tego dopuściłaś? Czyżby była Ci kimś bliskim? Więc czemu pozwoliłaś ją uśpić? Tyle pytań, a żadnych odpowiedzi. Wreszcie zatrzymały się, a Emily odwróciła się w moją stronę. Tak bardzo chciałem ją przytulić i przeprosić, że musiała tak długo na mnie czekać. Niestety ujrzałem w jej oczach żal i... złość. Była na mnie zła, ale zanim zapytałalem się dlaczego, nagle poczułem, że coś mnie odpycha do tyłu. Fioletowowłosa mnie zaatakowała Muzycznym Rykiem.
- To nawet mnie nie załaskotało...- powiedziałem, z lekkim uśmiechem na ustach, do fioletowookiej.
- Zeref...<Kto domyślił się, że to on? Ty Yu- chan wtajemniczona trochu w fabułę, więc się nie liczysz xD dop. Neko> - powiedziała ze wściekłością w głosie i oczach fioletowowłosa.
- Wiem jak się nazywam, Mai.- Najwidoczniej wychowankę Musici poddenerwowało.
- Broń Muzycznej Smoczej Zabójczyni: Katana.- po chwili w ręce Mai pojawiła się broń. Już miała zaatakować, gdy nagle...
- Stójcie!- krzyknęła dotąd milcząca Emily. Stanęła między mną a fioletowowłosą.- Chcę najpierw dowiedzieć się dlaczego dopiero teraz przyszedłeś.- Cicho westchnęłem. Wiedziałem, że tak będzie...
- Dopiero teraz przyszedłem, ponieważ wszyscy ukrywali przede mną twoje zniknięcie.- zaczęłem tłumaczyć się.- Ciągle mówili, że źle się czujesz, gdzieś pojechałaś lub coś innego. W dodatku miałem problemy z NIĄ.- W oczach Emily zauważyłem strach. Nie dziwię się jej, bo jeśli ONA zaatakuje to nikt tego nie przeżyje. Stanowi zagrożenie nawet mnie. Na szczęście udaje mi się JĄ usypiać. Na razie...
- A więc to o niego chodziło...- usłyszałem ciche mruknięcie Mai, a po chwili głośno się zapytała.- Kim jest ONA?-
-Dowiesz się tego, gdy nadejdzie czas.- odpowiedziałem wymijająco na jej pytanie. Usłyszałem znowu huk. Muszę coś z tym zrobić. Jednak zanim zostawiłem dziewczyny, rzuciłem na odchodne:- Jeszcze się spotkamy Emily, więc do następnego spotkania.- gdy tylko to powiedziałem użyłem magii i teleportowałem się do moich rozrabiających podwładnych. Właśnie mieli zamiar wysadzić gildię Fairy Tail. Normalnie bym im nie przeszkadzał w tym, jednak przypomniałem sobie, że Emily miała znak tej gildii.
- Koniec zabawy. Wracamy do naszej siedziby.- krzyknąłem do nich, a ci zaczęli narzekać, że jeszcze nie skończyli.- WRACAMY!- powtórzyłem. Teraz przestali marudzić i ich teleportowałem do naszej siedziby.
5 dni później
Emily
Obudził mnie zapach spalonego śniadania. Czyżby Cas bawił się w kucharza? Nie... Przecież on jeszcze jest na misji... Więc kto spalił śniadanie? Pędem ubrałam się i pobiegłam do kuchni, gdzie zastałam Mai i jakąś czarnowłosą dziewczynę. - Dzień Dobry- usłyszałam radosny głos fioletowowłosej. Miała uśmiech od ucha do ucha. Ciekawe czemu... Przecież dzisiaj wraca Cas z misji.- Jak się spało?-
- Świetnie... Chwila! Ty dzisiaj nie śpiewałaś z rana?- spytałam Musicrose doznając naglego olśnienia.- W dodatku kto to? I czemu coś spaliła ?-
- Tak dzisiaj z rana nie śpiewałam, a oto Evelynn. Evelynn Nightsky.- powiedziała i zaczęła się cicho śmiać widząc poczynania czarnowłosej. Chwila... Nightsky. Czyżby rodzina Cas'a?- Co do ostatniego pytania to próbuje zrobić śniadanie dla swojego "kochanego" brata. Jakby Ciebie to ciekawiło jest magiem wiatru.- Czyli Nightsky ma siostrę...
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Gomen! Rozdział miał być już tydzień temu, ale... szkoła. 3 klasa gimnazjum. Czyli ogółem mówiąc masakra. Wiem, że jest krótki, ale nie chciałabym, abyście musieli czekać.
Dawajcie komentarze, proszę Was. Minimum 4 komentarze, a zrobię wszystko by był już za tydzień!
