piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 13

Prawda

Mai

- Nadzieja matką głupich- pomyślałam siedząc na kanapie i patrząc w sufit. - Wyrzucą mnie z gildii to pewne, a ja niestety polubiłam ją. W dodatku tu jest też moja rodzina. Jednak prędzej czy później poznają prawdę. Ugh... Czemu życie jest takie trudne? - moje rozmyślania przerwał nagły ruch w pokoju. Szybko spojrzałam w tamtą stroną i zobaczyłam Cas'a. Przypadkiem znowu przypomniałam sobie wczorajszą noc, a na moich policzkach pojawiły się rumieńce. - Cholerny alkochol... A jeśli on pamięta wszystko? Co wtedy? - w głowie miałam tyle pytań, a żadnych odpowiedzi. Znowu spojrzałam na czarnowłosego, który właśnie przyglądał mi się badawczo.
- Coś się stało, Mai?- nagle spytał i dopiero teraz poczułam samotną łzę, spływającą po moim policzku. Szybkim ruchem ręki starłam ją i odwróciłam się. - Masz zamiar im to powiedzieć?- dalej próbował uzyskać ode mnie jakąś odpowiedź.
-Tak- odpowiedziałam ledwo słyszalnie, lecz wiedziałam, że usłyszy. Odwróciłam się do niego i zobaczyłam, że jest zaskoczony.- Od początku wiedziałam, że nie powinnam była dołączać do tej gildii.-powiedziałam swoje myśli na głos, ale już patrzałam w jakiś punkt na ścianie. Stałam tak chwilę, gdy nagle poczułam, że ktoś mnie przytula.
- Nie płacz, może wszystko będzie dobrze?- powiedział niebieskooki z głową w moich włosach.
- Dziwne, że jemu to nie przeszkadza...- pomyślałam. Dopiero gdy dotarło do mnie znaczenie jego słów zauważyłam, że po moich policzkach spływają, jak się okazało, łzy. - Dlaczego jesteś taka słaba Mai? Czemu zawsze płaczesz? Jesteś słaba i przez to wszystko tracisz. Nie umiesz utrzymać tego co dla Ciebie jest ważne. Pewnego dnia stracisz wszystko. Nawet tego czarnowłosego idiotę...- mówił jakiś głos w mojej głowie. - Nie... to było inaczej...- przypomniałam sobie pewną rozmowę. Rozmowę z bardzo ważną osobą dla Natsu- Igneel'em. Ten czerwony smok był naprawdę miły, a dla mojego kuzyna zrobiłby wszystko. Poprawka: Zrobił dla niego wszystko czego potrzebował różowo włosy. Nauczył go władać magią, wychował, porzucił, gdy musiał to zrobić. Musica mówiła mi dlaczego x777 7 lipca prawie wszystkie smoki zniknęły. Powód był prosty- musieli opracować plan pokonania Acnologii. Niestety coś się stało, a Musica w czasie tej narady miała wizję ze mną. Co w niej było? Nie mam pojęcia. Nie wiem też ile tak stałam w objęciach Cas'a. Chciałam go lekko.odepchnąć od siebie, ale wtedy jak na komendę szybko mnie póścił.
- Muszę to zrobić...- powiedziałam i wyszłam jak człowiek przez drzwi i skierowałam się do gildii.
- On nic nie pamięta...- uświadomiłam nagle sobie przypominając niedawne wydarzenie.- To chyba dobrze...- mimo wszystko czułam lekkie ukłucie w sercu.- Ja chyba nie...- Jak jakaś wariatka przywaliłam sobie z liścia- Głupia! To przyjaciel i na dodatek idiota!- upominałam siebie w myślach. Teraz spojrzałam przed siebie i zauważyłam wielkie, brązowe drzwi prowadzące do Fairy Tail. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka. Już miałam się schylić, gdy uświadomiłam sobie, iż nie ma przed czym. W gildii było pusto. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że dzisiaj wszyscy członkowie, którzy nie byli na misji, a Erza ich złapała, musieli pomagać odbudować zniszczone przez ludzi Zerefa budynki. Poszłam na schody, a potem stanęłam przed gabinetem mistrza. Znowu głęboki.oddech, bo się lekko zdenerwowałam i zapukałam do drzwi. Po chwili usłyszałam: " Wejść!" Oczywiście weszłam. Siedział tam Macarov <autokorekta chciała napisać Makaron xD>i wyczekująca na mnie patrzył.
-Chciałam...- cicho zaczęłam, a gdy uświadomiłam sobie, że mówię za cicho wzięłam po raz trzeco głęboki oddech i powtórzyłam- Chciałam poinformować, Mistrza, że dołączając do gildii naraziłam Was na niebezpieczeństwo. Zapewne, gdy wszystkiego Mistrz się dowie to mnie wyrzuci z gildii, ale... nie ważne.- Wzięłam po raz kolejny głęboki oddech, bo opowiadanie o czasach, gdy wszystko było dobrze jest dla mnie bolesne.- Jak pewnie Mistrz wie, Natsu ma zablokowane wspomnienia, dotyczące mojej osoby. Jest jednak pytanie "Co ja z tego powodu zrobiłam?". Jednak po koleji. Najpierw chciałabym wytłumaczyć kto i dlaczego to zrobił, zanim dojdę do sedna sprawy.- zrobiłam krótką przerwę i zobaczyłam, iż Macarov lekko się niecierpliwi.- Musica, smoczyca, która mnie wychowała, miewała czasami wizje, a ostatnia, o której mi jest wiadomo, dotyczyła właśnie mnie. Pokazywała jak z wściekłości zabijałam ludzi, rozwalałam wszystko co na mojej drodze stało. Oczywiście powiedziała o tym Igneel'owi, a co on zrobił? Zablokował Natsu pamięć dotyczącej mojej osoby, a także odseparował go ode mnie. Mistrz pewnie ma nadzieję, że wizja się nie spełniła. Jednak to płonna nadzieja. Zabiłam w przeciągu 6 miesięcy wiele osób, a co najlepsze: miałam wtedy 6 lat.- zaśmiałam się cicho, a potem czekałam na reakcję Macarova. Siedziałam tak i patrzałam na staruszka dłużą chwilę, gdy wreszcie się odezwał.
- Pieśń Śmierci...-to nie było pytanie, ale mimo wszystko kiwnęłam głową na potwierdzenie. Wiedziałam co za chwilę powie.- Wiesz, że muszę chronić innych członków gildii?-
-Wiem i dlatego chcę odejść z gildii.- odpowiadam z kamienną twarzą. Mistrz wyciąga jakiś przedmiot, następnie przystawia go do mojego znaku. Po chwili na moim ramieniu nie ma nic świadczącego o mojej przynależności do Fairy Tail. Jak maszyna wstaję z krzesła, otwieram drzwi od gabinetu Macarova, potem wychodzę z gildii. Nie chcę patrzeć na ten budynek, więc biegnę ile sił w nogach do domu. Kiedy dotarłam w reszcie do celu, otwieram drzwi i już chwilę po wejściu z moich oczu poleciały łzy. ' Znowu go straciłam.' Pomyślałam z bólem w sercu. ' Jednak tym razem odejdę sama. Koniec narażania innych. Czas powrócić do poszukiwań, jednak tym razem kogoś innego.' Rozmyślałam, pakując swoje rzeczy. Szybko napisałam listy do Alice i Cas'a, a następnie wyskoczyłam przez okno. 'Witaj samotność. Dawno się nie widziałyśmy...'

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Tak wreszcie nowy rozdział.
Mai: Ona chciała Wam zrobić jakże 'miły' prezent nowo roczny i pomijąc opowiadanie o mojej przeszłości.
Miałam zły humor nooo... W dodatku w końcu wrzuciłam ten szajs...

Emo Mai hyhy xD

środa, 24 grudnia 2014

Święta!

Na początek wielkie gomene, ponieważ miałam początkowo zamiar napisać NaLu, lecz... cholibka (xD) nie umiem pisać o tym paringu. Ubustwiam go i chyba stąd ta blokada- boję się, że wyjdzie jakieś dziwadło z NaLu.
Mai: Że też z CaMa takich problemów nie masz... -.-
Bo wasza dwójka to moje OC'ki, a nie czyjeś postacie...
I druga informacja-(chyba trochu spóźnione) życzenia!
Wesołych Świąt, dużo prezentów pod choinką i.co tam jeszcze chcecie na święta!
Mai: Szalonego oraz (jeśli macie taką opcję) pijanego Sylwestra (mnie przyjaciółka szampanem upije xD).
Cas: Niech rok 2015 będxie rokiem w którym w końcu zrobicie to co mieliście zrobić w 2014.
W moim wypadku to będzie sprzątanie po świętowaniu, schudnięcie pare kilo i... nie ukrywajmy- poprawienie ocen w szkole. To tyle. Zapraszam do czytania.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Szłam spokojnie po ulicach Magnolii, trzymając mały pakunek w prawej ręce. Mały, a jednak pokładałam w nim nadzieję, iż danej osobie, która go dostanie, się spodoba. Cały czas myślałam nad wyrzuceniem go i kupieniem innego, ale wtedy przypominałam sobie, że wszystkie sklepy są już pozamykane. Wtedy dotarłam do celu. Stałam właśnie przed dużymi, brązowymi drzwiami, a zza nich wydobywał się wesoły gwar. Przełamałam się i weszłam do budynku, a następnie szybko się pochyliłam, dzięki czemu nie oberwałam krzesłem.
-Mimo wszystko kocham tę gildię.-pomyślałam patrząc na bijących się członków słynnej gildii Fairy Tail.- Zgaduję, że Natsu ją rozpętał wraz z Gray'em- zaczęłam się rozglądać za moim kuzynem. Jednak o dziwo nie bił się. Siedział spokojnie przy stole wraz z Lucy. Wtedy zobaczyłam coś ciekawego nad ich głowami, a na moich ustach pojawił się złośliwy uśmieszek, który po chwili zamaskowałam i zaczęłam iśc do tej dwójki.
- Cześć, Natsu, Lucy- przywitałam się z uśmiechem.
- Cześć, Mai- odpowiedziała mi blondynka za to Dragneel przyglądał się bójce z utęsknieniem. Cicho się zaśmiałam.
- Wiecie, że coś nad Wami wisi?- zapytałam się nadal uśmiechając, a ta dwójka szybko spojrzała w górę i ujrzeli jemiołę. < skoro nie one-shot NaLu to chociaż momenty dałam dop. Neko> Lucy spaliła buraka, a Natsu miał ledwo widoczne rumieńce i zaczął się nerwowo drapać w tył głowy. Wiedziałam, że z własnej woli tego nie zrobią, więc gdy mieli już coś powiedzieć pchnęłam różowo włosego w stronę blondynki. Wtedy oboje spalili jeszcze większe buraki, a pochwili odłączyli się od świata. Zaczęłam się kierować do wyjścia, ale przypomniałam sobie po co tu przyszłam. Zaczęłam się rozglądać się za Cas'em, a gdy nie udało mi się jego znaleźć odetchnęłam cicho z ulgą. Wtedy poczułam, że coś mi zakrywa oczy.
- Zostaw mnie!- krzyknęłam. Jednak ta osoba nadal zasłaniała mi widoczność, a po chwili coś wcisnęła do mojej lewej ręki. Było małe i zimne. Odczekałam chwilę i spróbowałam się odwrócić. Udało mi się, ale nikogo tam nie było, ani żadnego zapachu. Spojrzałam na rzecz, którą dostałam. Okazało się, że trzymam w ręce naszyjnik z  małą, fioletową nutą. Schowałam go do kieszeni i wróciłam do domu. Wtedy zrozumiałam, że nie dałam Cas'owi prezentu. Kiedy wreszcie dotarłam do domu zmęczona położyłam się na swoim łóżku, gdy nagle poczułam pod głową coś twardego. Moja książka. Zaczęłam ją czytać i jak zwykle utonęłam w lekturze. Kiedy wreszcie powróciłam do świata rzeczywistego, wstałam i wzięłam prezent, a następnie weszłam do pokoju Cas'a. Niestety leżał tam, a gdy usłyszał, że ktoś wszedł szybko spojrzał w moją stronę. Trochę go zaskoczyło moje wejście, a gdy zobaczył pakunek, który trzymałam w ręce, jeszcze bardziej się zdziwił. Nie wiedząc ci zrobić rzuciłam mu prezent, mówiąc "Wesołych Świąt" i już miałam zamiar odejść, gdy nagle usłyszałam jego głos.
- Czy ty mnie unikasz?- zapytał się z nutą smutku w głosie. Przełknęłam cicho ślinę, ale chyba i tak zrobiłam to zbyt głośno.
- Nie unikam Ciebie- odpowiedziałam, nie odwracając się nawet do niego.
- Nie kłam. Przecież widzę, że to robisz.- nie dawał za wygraną czarno włosy.- Coś się ostatnio między nami zmieniło.- Bardziej stwierdził niż zapytał Nightsky.
- Masz rację.- przytaknęłam powoli.odwracając się w jego stronę. Okazało się, że już nie leżał na łóżku, a stał przede mną, o wiele za blisko, przez co moje serce zaczęło przyspieszać. Miałam wrażenie, że bije tak głośno, że zagłusza wszystko inne.
- Da się jakoś nasze relacje naprawić?- zapytał z taką nadzieją w głosie, że nie umiałam się powstrzymać i spojrzaławm w jego oczy. Widziałam w nich nadzieję oraz smutek, a także coś czego nie umiałam rozszyfrować. Byłam ciekawa co to jest tak bardzo, że tak długo się jego oczom przyglądać, już prawie w nich tonęłam.
- Aż tak bardzo to widać?- Z nadaremnych prób rozpoznania tego czegoś, wyrwał mnie głos Cas'a.
- Nie rozumiem...- zdziwiłam się.
- Przyglądasz mi się tak jakbyś coś dziwnego zauważyła...- Następnym razem muszę bardziej dyskretnie się jego oczom przyglądać.
- Bo tak jest.- Wypaliłam, zanim pomyślałam co mam zamiar powiedzieć.- Tylko nie mam pojęcia ci to...- po chwili dodałam z nutką irytacji. Usłyszałam cichy śmiech czarno włosego, więc posłałam mu złowrogi wzrok. Nagle z ni z tego ni z owego od tak poprostu mnie przytulił.<Mai: Wiesz, że tak przedłużając sprawiasz, że niektórzy mogą zacząć się wkurzać? Neko: Wiem, ale jakiś krótki ten one-shot, a nie wiem czy pisać 18+ Mai:...> Nie mając innego wyjście wtuliłam się w przyjaciela. -Chociaż...  Czy aby napewo nadal nim jest? Mam wrażenie, że chyba stał się dla mnie kimś więcej, ale czy ja dla niego? Nie... Wątpię...-Nagle poczułam, że mnie puszcza, a mi się z nieznanego powodu zrobiło smutno. Jednak po chwili schylił się, a następnie mnie pocałował, co zbiło mnie mocno z tropu, lecz po chwili go odwzajemniłam. Początkowo zdziwił się moim ruchem, a po chwili zaczął pewniej mnie całować.

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Dobra sorka, że takie krótkie, ale ja już dzisiaj o 4 jadę do Lublina i chcę trochu pospać, w dodatku mi Mai nie wytrzymuje już powoli, a ja nie umiem pisać romantycznych scen, więc też jest mi to na rękę.
Mai: Jakaś ty szczera.
Ta od jakiegoś czasu tak mam, ale głównie w internetach.
Mai: Potwierdzam. Pozwolę sobie zacytować pewną twoją rozmowę przez skype:" Dobra po tym meczy prawdopodobnie moja koleżanka wbije, więc będę mogła Was mieć głęboko."
Hyhyhy No cóż... Przynajmniej jestem szczera :D
No więc na koniec Wesołych Świąt kochani! Widzimy się po Nowym Roku!

wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział 12

Niespodzianka

Cas


Właśnie wracałem do domu, byłem już blisko celu, gdy nagle poczułem znajomy zapach. Evelynn...Przecież ona jest w naszym rodzinnym domu, więc nie możliwe, aby tu była. Jednak zapach nie znikał. Czyżby naprawdę była w Magnolii? Zacząłem szybko kierować się jej zapachem, a prowadził mnie chyba do domu. Zapach był coraz silniejszy, gdy nagle... zniknął? Co jest? Zrezygnowany wszedłem do domu i wszedłem do swojego pokoju. Leżałem przez pewien czas na swoim łóżku, ale wtedy usłyszałem czyjąś rozmowę
- Evelynn nie chcę być nie miła, ale chyba Ci coś nie wyszło. - powiedział tak dobrze znany mi głos. Mai, ale... skąd ona zna moją siostrę. Chwila... Czy ona z nią właśnie rozmawiała?
- Widzę właśnie. Pomożesz mi Mai?- usłyszałem głos Evelynn. Ona tu jest! < i tańczy dla mnie... Mai: Jesteś dziwna Neko: Nawzajem, Mai.> Pędem popędziłem do pokoju z którego dochodziły głosy, czyli do kuchni. W pewnym momencie poczułem, że coś się spaliło. Wszedłem do pomieszczenia i ujrzałem siedzącą przy stole Emily oraz Mai i Evelynn coś gotujące.
- Evelynn?- nie mogłem się powstrzymać i zapytałem na głos patrząc na czarne włosy mojej siostry.
- Na pewno nie Magda Gessler, bo ona umie gotować.- powiedziała fioletowowłosa, która właśnie coś wyciągała z lodówki. Nagle coś się na mnie rzuciło i omal mnie nie doznałem bliskiego spotkania z podłogą.
- Cześć, braciszku!- powiedziała Evelynn z uśmiechem od ucha do ucha, nadal mnie przytulając tyle, że coraz mocnej.
- Cześć, Evelynn...  Dusisz.- powiedziałem coraz łapczywiej biorąc cenne powietrze do ust. Ta cicho wybąkała "przepraszam" i mnie wypuściła. Teraz poczułem bardzo smakowity zapach, a po spalonym jedzeniu pozostał tylko lekko wyczuwalny smród. Chciałem zobaczyć co ta katarynka gotuje, ale ledwo zrobiłem krok w stronę fioletowowłosej, a oberwałem patelnią w twarz. Tu wszystko się urywa...

Jakieś 10 minut później...

Obudziłem się przez jakiś dziwny dźwięk, który po chwili się powtórzył. To był mój głodny brzuch. Wstałem i poszedłem do kuchni, bo czułem tam smakowity zapach, lecz po chwili fioletowe tornado wypchnęło mnie do salonu.
- Zostań.- powiedziała Mai, rzucając mnie na kanapę.
- Hau hau.- spojrzałem na nią, a ta tylko posłała mi krótkie, surowe spojrzenie i wyszła.
-Hmm... Chyba za mocno oberwałem w głowę, bo wydawało mi się, że gramofon lekko się uśmiechnęła na mój "żart"- pomyślałem. Nie mając co robić zacząłem rozglądać się po salonie. Nagle dostrzegłem otwartą książkę, która leżała na stole. Podszedłem do niej i przeczytałem tytuł. "Kiedy nadciąga ciemność".- Co ta Mai czyta?- Spojrzałem na stronę, którą najwidoczniej czytała. Przeczytałem ze dwie strony, a na ustach pojawiał się coraz większy uśmiech.- Heh... Nie spodziewałem się tego po Tobie, muzyczko...- nagle usłyszałem kroki, więc szybko odłożyłem książkę na miejsce i odwróciłem się do niej tyłem. Pierwsza weszła Mai i chyba mój uśmieszek oraz miejsce w którym stałem samo za siebie mówiło co robiłem. Ta lekko się zarumieniła, a chwilę później rzuciła się na mnie niczym drapieżnik na swoją ofiarę.
- Zabiję Cię kiedyś.- powiedziała, a jej fioletowe włosy lekko zakrywały jej twarz. Jednak dalej widziałem jej rumieńce przez co lekko się zaśmiałem. Nawet sło~... Cas o czym ty myślisz idioto? Ugh... Teraz weszły do pokoju Evelynn ze śniadaniem i Emily.
- No,no,no braciszku. Myślałam, że nadal jesteś singlem.- powiedziała czarnowłosa i cicho zachichotała , a Emily jej zawtórowała. Mai zrobiła się czerwona jak burak, ja pewnie też i szybko zeszła ze mnie, a następnie wyszła przez okno cicho mówiąc "Zjem w gildii." Jak tam chce. Chwilę później jadłem świetnie przyrządzone śniadanie.

Mai

- Idiota, debil, błędny słownik, popsuta encyklopedia...- cicho wyzywałam tego głupka w drodze do gildii.- Jak on śmiał przeczytać książkę, którą właśnie czytałam. Do gildii trochę jeszcze mam, ale chyba jednak pójdę do parku. - Jak pomyślałam tak zrobiłam i już po chwili siedziałam na gałęzi drzewa, czytając tą przeklętą książkę. Po paru minutach nie wytrzymałam i schowałam ją do torebki, którą zawsze miałam przy sobie.
- Czemu on tak się uśmiechał? Nie moja wina, że Emily mi ją poleciła... Chwila... Czy ona wiedziała, że tak będzie? Nic tylko udusić, ale nie chcę mieć Zerefa na karku przez to. Mam wrażenie, że coś między nimi...- nagle przerwałam rozmyślania, bo złapałam się na tym, że zachowuję się jak Mira. Spojrzałam na niebo i przyglądałam się im. Widziałam jedną przypominającą kształt nuty, a także paletę oraz smoka ziejącego ogniem. Od razu przypomniałam sobie o Igneelu.
- A co jeśli Igneel odszedł przeze mnie?- pomyślałam. Powoli zaczynałam się obwiniać za jego zniknięcie, bo stał się ono chwilę po wizji Musici. Ta wizja dotyczyła mnie i... czas chyba powiedzieć kim naprawdę jest Mai Musicrose. Szybko zeskoczyłam z drzewa i pobiegłam do domu Lucy, bo zaraz będzie ciemno < ZAMNIJ SIĘ... Sorczi... Musiałam :x> i pewnie jest już tam blondynka, a to oznacza, że Natsu na 99% też tam jest. Oczywiście zwyczajem rodzinnym weszłam przez okno. Niestety zastałam tam tylko Lucy... w samym ręczniku.
- Yyy... Ups?- tylko tyle powiedziałam, a blondwłosa się załamała.
- To chyba u Was rodzinne...- powiedziała po chwili już z lekkim uśmiechem.- Kawy, herbaty?- zapytała po 5 minutach, już ubrana magini.
- A masz może Sake?-zapytałam z nadzieją na upicie się. Ta pokiwała głową i wyszła z pokoju, by po chwili wrócić z dwoma butelkami Sake. Muszę się porządnie upić skoro już jutro będę musiała powiedzieć im prawdę o mnie i zapewne stąd odejść. Spojrzałam na swoje ręce. Wszyscy uważali, że są czyste i nie umiejące zabijać. Może i są drobne, ale jednak są splamione krwią niewinnych. Już po 5 minutach robiłam rzeczy, które można zrobić tylko jedynie pod wpływem alkoholu. -Niestety wszystko pamiętam, ale mam nadzieję, że on nie...- pomyślałam patrząc na czarnowłosego chłopaka, który leżał obok mnie.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Przykro mi, że nie daliście tych 4 komentarzy, a rozdział czego już długo...
Mai: i dobrze, że czekał... Mógł poczekać, aż zmienisz końcówkę...
Myślałam, że masz na mnie focha.
Mai: Bo mam -.-
Dziewczyno, sorczi, ale musiałam wykorzystać to, że byłaś upita...
Hyhyhy Wyobraź sobie, że zamiast Natsu jest Cas, a zamiast Lucy...
Mai: A kysz diable wcielony.

środa, 19 listopada 2014

Rozdział 11

"Przepraszam"

ON

Szedłem spokojnie po ulicach Magnolii, gdy nagle usłyszałem huk. Dlaczego oni zawsze muszą coś niszczyć? Nic tylko niańkę im załatwić... Różowe włosy. Emily! To musi być ona. Tylko czemu przede mną ucieka? Jest zła na mnie? Pewnie tak. Ugh... Mogli mnie wcześniej poinformować o jej zniknięciu. Dragneel biegła razem z jakąś fioletowowłosą dziewczyną. Kojarzę ją, ale... niemożliwe... A jednak żyje. Dlaczego do tego dopuściłaś? Czyżby była Ci kimś bliskim? Więc czemu pozwoliłaś ją uśpić? Tyle pytań, a żadnych odpowiedzi. Wreszcie zatrzymały się, a Emily odwróciła się w moją stronę. Tak bardzo chciałem ją przytulić i przeprosić, że musiała tak długo na mnie czekać. Niestety ujrzałem w jej oczach żal i... złość. Była na mnie zła, ale zanim zapytałalem się dlaczego, nagle poczułem, że coś mnie odpycha do tyłu. Fioletowowłosa mnie zaatakowała Muzycznym Rykiem.
- To nawet mnie nie załaskotało...- powiedziałem, z lekkim uśmiechem na ustach, do fioletowookiej.
- Zeref...<Kto domyślił się, że to on? Ty Yu- chan wtajemniczona trochu w fabułę, więc się nie liczysz xD dop. Neko> - powiedziała ze wściekłością w głosie i oczach fioletowowłosa.
- Wiem jak się nazywam, Mai.- Najwidoczniej wychowankę Musici poddenerwowało.
- Broń Muzycznej Smoczej Zabójczyni: Katana.- po chwili w ręce Mai pojawiła się broń. Już miała zaatakować, gdy nagle...
- Stójcie!- krzyknęła dotąd milcząca Emily. Stanęła między mną a fioletowowłosą.- Chcę najpierw dowiedzieć się dlaczego dopiero teraz przyszedłeś.- Cicho westchnęłem. Wiedziałem, że tak będzie...
- Dopiero teraz przyszedłem, ponieważ wszyscy ukrywali przede mną twoje zniknięcie.- zaczęłem tłumaczyć się.- Ciągle mówili, że źle się czujesz, gdzieś pojechałaś lub coś innego. W dodatku miałem problemy z NIĄ.- W oczach Emily zauważyłem strach. Nie dziwię się jej, bo jeśli ONA zaatakuje to nikt tego nie przeżyje. Stanowi zagrożenie nawet mnie. Na szczęście udaje mi się JĄ usypiać. Na razie...
- A więc to o niego chodziło...- usłyszałem ciche mruknięcie Mai, a po chwili głośno się zapytała.- Kim jest ONA?-
-Dowiesz się tego, gdy nadejdzie czas.- odpowiedziałem wymijająco na jej pytanie. Usłyszałem znowu huk. Muszę coś z tym zrobić. Jednak zanim zostawiłem dziewczyny, rzuciłem na odchodne:- Jeszcze się spotkamy Emily, więc do następnego spotkania.- gdy tylko to powiedziałem użyłem magii i teleportowałem się do moich rozrabiających podwładnych. Właśnie mieli zamiar wysadzić gildię Fairy Tail. Normalnie bym im nie przeszkadzał w tym, jednak przypomniałem sobie, że Emily miała znak tej gildii.
- Koniec zabawy. Wracamy do naszej siedziby.- krzyknąłem do nich, a ci zaczęli narzekać, że jeszcze nie skończyli.- WRACAMY!- powtórzyłem. Teraz przestali marudzić i ich teleportowałem do naszej siedziby.

5 dni później

Emily

Obudził mnie zapach spalonego śniadania. Czyżby Cas bawił się w kucharza? Nie... Przecież on jeszcze jest na misji... Więc kto spalił śniadanie? Pędem ubrałam się i pobiegłam do kuchni, gdzie zastałam Mai i jakąś czarnowłosą dziewczynę. - Dzień Dobry- usłyszałam radosny głos fioletowowłosej. Miała uśmiech od ucha do ucha. Ciekawe czemu... Przecież dzisiaj wraca Cas z misji.- Jak się spało?-
- Świetnie... Chwila! Ty dzisiaj nie śpiewałaś z rana?- spytałam Musicrose doznając naglego olśnienia.- W dodatku kto to? I czemu coś spaliła ?-
- Tak dzisiaj z rana nie śpiewałam, a oto Evelynn. Evelynn Nightsky.- powiedziała i zaczęła się cicho śmiać widząc poczynania czarnowłosej. Chwila... Nightsky. Czyżby rodzina Cas'a?- Co do ostatniego pytania to próbuje zrobić śniadanie dla swojego "kochanego" brata. Jakby Ciebie to ciekawiło jest magiem wiatru.- Czyli Nightsky ma siostrę...

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Gomen! Rozdział miał być już tydzień temu, ale... szkoła. 3 klasa gimnazjum. Czyli ogółem mówiąc masakra. Wiem, że jest krótki, ale nie chciałabym, abyście musieli czekać.

Dawajcie komentarze, proszę Was. Minimum 4 komentarze, a zrobię wszystko by był już za tydzień!

czwartek, 30 października 2014

Rozdział 10

Spotkanie

Emily

"Przed przeszłością nie da sie uciec" Tyle razy to słyszałam, a po tych trzech miesiącach spokoju nadal boję się, że wkońcu mnie dopadnie. Odeszłam od tak poprostu z mrocznej gildii, a oni nic. Zapewne nawet tego nie zauważyli, bo byłam im zbędna. Tyle razy ON powtarzał, że jestem dla NIEGO ważna, a teraz nawet nie zauważył mojego zniknięcia. Czyżby przez cały ten czas kłamał? Nie... Raczej bym zauważyła to po JEGO aurze. Zawsze gdy mówił jak bardzo jestem dla niego ważna to JEGO aura, w przeciwieństwie do ubioru, była biała. Gdyby kłamał zmieniłaby się na szaro...
-Niemiec nie rozumie nas, gdy pijemy wódkę. Anglik chciałby tak jak my, ale z marnym skutkiem. Grek nie kubi robić nic, wolno pijąc uzo. Nam nie wolno mało pić i pracujemy dużo. Francuz delikatny jest, lubi dobre wina. Więcej niż wypił tam, pije tu... khy- nagle usłyszałam czyiś śpiew. Nigdy nie zrozumiem czemu Mai zawsze, gdy się budzi coś śpiewa. Wczoraj na pobudkę zagrała na gitarze elektrycznej, którą nie wiadomo skąd wzięła, i zaśpiewała "Ultranumb". Znienawidziłam tą piosenkę z całego serca. Chwila... Mai wstała to oznacza, że za trzy... dwa.. jeden...
- Do jasnej anielki, katarynko nie fałszuj o tak wczesnej porze!- usłyszałam krzyk Cas'a. Tak, oni codziennie rano dzień rozpoczynają od kłótni...
- Idioto jest...khy..  10, a o 12 umówiliśmy się z...khy... Natsu, Lucy, Erzą, Happy'm i gołodupcem na stacji!-  odkrzyknęła śpiewaczka.
- Chwila, jaka misja?! Czemu ja nic o niej nie wiem?- powiedziałam wychodząc ze swojego pokoju. Właśnie zapomnialam powiedzieć, że nasza trójka zamieszkała razem, żeby było nam łatwiej spłacać czynsz.
Usiadłam na krześle w kuchni i czekałam, aż tych dwoje mi odpowie, ale ciągle milczeli. W końcu Mai wyszła ze swojego pokoju w swoim codziennym ubiorze i zabrała się za robienie śniadania. W tym czasie wyszedł Cas bez gónej części garderoby.
- Gdzie moja koszulka i bluza?- zapytał się w końcu, wchodząc do kuchni.
- A nie masz ich na so...?- zaczęła Mai, podając jajecznicę, ale gdy spojrzała na Nightsky'a urwała, a jej policzki lekko zaróżowiały.- Won, do siebie i tam szukaj swoich ubrań!- teraz była cała czerwona i nie byłam pewna czy ze złości czy może z zażenowania. Cas nie mając wyboru spojrzał tylko tęsknie na śniadanie i wyszedł z pokoju, mrucząc o jakimś PMS*. Ja zabrałam się za jedzenie, a gdy byłam w połowie zauważyłam, że w kuchni nie ma Mai, a jej talerz jest pusty. Ona chyba bardziej się nadaje na siostrę Natsu. Po skończeniu śniadania poszłam poszukać tej dwójki.
- Wiem, że nie potrafisz używać mózgu, ale chociaż spróbuj, ten jeden raz jego użyć i zrozum, że będąc chora nie możesz iść na misję.- powiedział Cas, nadzwyczaj spokojnie. Chwila, albo on nie chce jechać z Mai na misję albo on się o nią martwi. Jeśli by chwilę się zastanowiło to w końcu ta dwójka zna się 12 lat, więc to normalne, że się zżyli.
- Oj tam, nic mi nie... khy... będzie.- powiedziała dosyć słabym głosem Mai.
- O nie, nie, nie. Zostajesz i już. Emily się tobą zajmie.- upierał się przy swoim Cas.- A teraz idź do swojego łóżka.- dodał, a gdy zauważył, że Musicrose nadal stoi w miejscu, przerzucił ją sobie przez lewe ramię i zaniósł do jej łóżka.
- Oj tam... khy... narzekasz dam... khy... sobie radę...khy...- powiedziała Mai co chwilę kaszląc. No nieźle się urządziła...
- Zostajesz, muzyczko i nie chcę słyszeć słowa sprzeciwu.- powiedziałam z groźnym wzrokiem. Najwidoczniej była zawiedziona, że poparłam Cas'a, ale niestety taka prawda. Dziewczynę złapała jakaś choroba. Nagle chłopak wyleciał z pokoju Musicrose. Chwilę później słyszałam jak coś robi w swoim pokoju. Kroki i trzask drzwi. Wyszedł. Poszłam na chwilę do siebie i rozmyślałam jak tu zaopiekować się Mai. Nie umiem takich rzeczy... Od 6 roku życia byłam w gildii Zerefa, a tam nikt się o innych nie troszczy. Wyjątkiem był ON, ale chyba jednak nie byłam dla NIEGO taka ważna jak mówił. Nagle poczułam jak ktoś mnie przytula, a potem fioletowe kosmyki.
- Nie płacz Emily... Może poprostu jest zbyt zajęty?- powiedziała Mai. Ech... Ta jej zdolność czytania w myślach jest lekko irytująca. Chwila... Ja płaczę? Dopiero teraz poczułam, że po moich ppliczkach sływa słona, ciepła ciecz. Płakałam... Nigdy tego nie robiłam odkądy zniknęła Rainbow... Szybko wytarłam łzy ręką.
- A ty podbno jesteś chora Mai- odwróciłam się do fioletowowłosej, a ta słysząc moją wypowiedź uśmiechnęła się niczym braciszek.
- Udawałam, żeby dotrzymać Ci towarzystwa. - odpowiedziała Musicrose, po czym dodała:- Idziemy do gildii?-
- Możemy iść.- powiedziałam niezbyt chętnie. Mai najwidoczniej tego nie zauważyła lub poprostu to zignorowała i pociągnęła mnie do gildii. Kiedy szłyśmy do naszego celu nic się nie odzywałyśmy, a gdy fioletowooka pociągnęła mnie w stronę parku a nie gildii usłyszałam huk. Coś wybuchło. I stało niedaleko gildii lub to ona wybuchła. Wystraszyłam się, ponieważ tam pewnie byli członkowie w środku, a jeśli...? Moje rozmyślanie przerwał ból na policzku. Mai mnie uderzyła? Spojrzałam na nią. Udwała twardą, ale w środku płakała, co było widać po jej oczach.
- I-ich... t-tam... n-nie... b-było...- powiedziała Mai, strasznie jąkając. Pewnie skutek uboczny powtrzymywania się od płaczu. Nagle usłyszałam kroki i wyczułam mroczną aurę. Czyżby ON po mnie przyszedł? Może jednak mówił prawdę? Możliwe, że był zbyt zajęty... Nie. Nie czas na rozmyślania. Musimy uciekać. Zaczęłam biec przed siebie przez park, ciągnąc ze sobą Mai. Ciągle słyszałam, że się zbliża. Bałam się. Bałam się, że ON coś zrobi Mai, Natsu lub komuś innemu z gildii. Nie wiedziałam co robić. Miki i Alice były z Happy'm na rybach, więc nie mogą nam pomóc. Co robić?! Pozostało biec przed siebie. Ledwo co o tym pomyślałam, a przed nami pojawiła się ogromna skała. Co robić?! ON już był blisko. Powoli odwróciłam się i spojrzałam w jego czarne oczy...

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*

*PMS(pre menstrual syndrom)- niektóre kobiety są strasznie nerwowe przed miesiączką i tak się nazywa ich zachowanie.

TADAM! Wiem rozdział powinien być już dawni, ale szkoła mi przeszkadzała. W dodatku nie wiedzieć czemu miałam blokadę na: " A teraz idź do swojego łóżka.- dodał, a gdy zauważył, że Musicrose nadal stoi w miejscu, przerzucił ją sobie przez lewe ramię i zaniósł do jej łóżka. " Ale rozdział w końcu jest, za co możecie dziękować Julii Majer, bo dzięki niej wzięłam się za robotę, choć totalnie nie miałam ochoty... Więc dedykuję ten rozdział tobie, Julia.

1 komentarz - rozdział za miesiąc
2 komentarze - rozdział za 3 tygodnie.
3 komentarze - rozdział za 2 tygodnie.
4 komentarze i więcej - rozdział za tydzień.

czwartek, 9 października 2014

Rozdział 9

Powrót

Natsu

Chwilę po wyjściu Mai i Cas'a, Musica podała śniadanie. ŻAREŁKO!! Już prawie miałem w ręce kanapkę, gdy nagle mi wypadła przez coś. -Ej!- jęknąłem i zrobiłem minę załamanego dziecka, któremu nie pozwolono się pobawić ulubioną zabawką. Poszukałem wzrokiem sprawcy dzięki, któremu moje jedzonko leży na talerzu, a nie w moim brzuchu. Nie jadłem od wczoraj wieczorem. Jestem głodny.Wtedy dostrzegłem ten przerażający wzrok u Lucy. Czasami wydaje się być straszniejsza nawet od Erzy. - Natsu czekamy na Mai i Cas'a.-powiedziała ze wzrokiem " A tylko się sprzeciwisz, a doznasz najgorszych katuszy w życiu". Głośno przełknąłem ślinę i wygodnie rozsiadłem się na kanapie. Spojrzałem na Music'kę, która miała iskierki rozbawienia w oczach. Za to Emily patrzała na nas zdziwionymi oczami mówiącymi "On jej pozwala tak sobą pomiatać? Przecież jest silniejszy od niej...". Zrobiłem skrzywioną minę i wyszedłem z jaskini w poszukiwaniu zaginionej dwójki. Niestety nie było ich w pobliżu co oznacza głodowanie do ich powrotu... Ja tu zaraz umrę z głodu...
-Mai, Cas... Gdzie wy poszliście? Ja tu z głodu zaraz padnę...- mamrotałem cały czas poszukując tej dwójki.
- Polecę ich poszukać!- powiedział Happy, nagle pojawiając się obok mnie.
- Dobra, ale lecę z tobą i ich wywącham-zgodziłem się, a chwilę później razem z moim towarzyszem leciałem nad lasem. Nie czułem ani zapachu Mai, ani Cas'a... Co jest? Chyba się nie rozpłynęli w powietrzu? Chociaż... Pod czas wczorajszej walki Mai pokazała, że potrafi być niewidzialna... Ale czułem jej zapach, a teraz nie... Grr... Głodny jestem i jeszcze myśleć mi każą... Z pustym żołądkiem to jest straaaasznie trudneee... W dodatku mózg już mnie boli...< Nigdy się nie przyzwyczaję do tego, że Natsu myśli... dop. Neko> Wtedy wreszcie zobaczyłem poszukiwaną dwójkę. Przytulali się nie daleko rzeki. Dobrze, że nie ma tu Lucy, bo by mnie zabiła gdybym im przerwał, a mam taki zamiar. - Te. Gołąbeczki.- zawołałem do Cas'a i Mai, a Ci słysząc mój głos od siebie odskoczyli.
- Oni się luuuubią.- usłyszałem dobrze znany tekst Happy'ego. Mai słysząc exceeda spojrzała na niego morderczym wzrokiem, a ten uciekł z miejsca zdarzenia zostawiając mnie samego. Wielkie dzięki Happy...
- Czekamy na Was ze śniadaniem...- poinformowałem tę dwójkę.
- A jeszcze coś chociaż dla mnie zostało?- zapytał Cas, a Mai z nieznanych mi powodów uderzyła go w prawy bok, przez co o mało nie upadł, bo trafiła w ranę z wczorajszej walki.
- Tak zostało... Śniadanie nie jest nawet tknięte... Zasługa Lucy...- odpowiedziałem czarno włosemu, na co oboje zaczęli się cicho śmiać. Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne, że chcę ratować swój tyłek...
- Nigdy nie zrozumiem czemu pozwalasz jej sobą pomiatać...- powiedział wychowanek Paroli.
- Zaraz wracam, nie martw się Mai...- już miałem coś odpowiedzieć, ale usłyszałem głos Music'ki. Gdy spojrzałem na moją kuzynkę ta miała łzy w oczach.
-O co chodzi? Przecież zaraz wróci...- zapytałem się fioletowookiej. Ta spojrzała na mnie jak na idiotę i wytarła łzy.
- Kłamie... Ona nie wróci...- powiedziała, a z jej oczu pociekły łzy.- To samo powiedziała mi 10 lat temu... Wróciła dopiero 2 lata temu. Tylko dlatego, bo byłam w niebezpieczeństwie... Normalnie to by w ogóle nie wróciła...- wytłumaczyła Mai.
Czekaliśmy na Music'kę parę godzin, a gdy nie wracała Emily, Cas i Mai wrócili razem z nami oraz ich exceedami do Magnolii.
- Wróciliśmy!- krzyknąłem otwierając drzwi do gildii kopniakiem. Rozmowy nagle ucichły i wszyscy spoglądali na nas. W ich oczach widziałem zdziwienie, a no tak przecież są tutaj Mai i reszta.<Cas: Nie jestem resztą! Neko: Oj ciichoo narzekasz dop. Neko>
- Ekhm... Nazywam się Mai Musicrose, posiadam moc Muzycznej Smoczej Zabójczyni i...- tutaj zrobiła chwilę przerwy, żeby zrobić lepszy efekt lub chciała ich wkurzyć. Najwidoczniej lubi wkurzać ludzi... A o dziwo jeszcze się z nią nie pokłóciłem... Dziwne...- jestem kuzynką Natsu.- wreszcie dokończyła, a wszystkim, oprócz naszej piątki, opadły szczęki ze zdziwienia.- To jest...-wskazała na moją siostrę.- Emily Dragneel jest siostrą Natsu.- teraz wszyscy członkowie Fairy Tail mieli tak wytrzeszczone oczy, jakby miały im zaraz wypaś.- Jest Plastyczną Smoczą Zabójczynią. A te tu idiota...- wskazała na Cas'a.
- To twój chłopak Mai?- zapytała już przytomna Mirajane. Mai wyglądała jakby miała zaraz wybuchnąć, nie wiem czy ze złości czy z innego powodu, ale była cała czerwona na twarzy.
- Nie... Literka nie jest moim chłopakiem... Nigdy nim nie będzie...- odpowiedziała Mai, gdy ochłonęła.
- Nawet bym nie chciał... Chwila jak mnie nazwałaś, popsuta katarynko?!- krzyknął zdenerwowany Cas.
- Jak słyszałeś błędny słowniku. Chyba, że słuch Ci się popsuł.- odbiła piłeczkę Musicrose z lekkim uśmiechem, który mimo zdenerwowania widać było na twarzy Cas'a. Oni lubią się ze sobą kłócić?
- Osz ty, połamany nutniku, chcesz się bić?-
- Dawaj, encyklopedio.-
- Zaraz mi tu się uspokoić!- krzyknęła wściekła Tytania. Szybko uciekłem w najdalszy kąt gildii i na to patrzyłem. Zauważyłem, że tak samo zareagowali wszyscy prócz... Mai. Pokój jej duszy...
- Nikt mi nie będzie rozkazywał.- powiedziała moja kuzynka spokojnie. Dziwnie to wyglądało, bo Mai jest dosyć niska, niższa nawet od Levy, choć nie dużo, a ona spokojnie piorunowała się z Erzą wzrokiem. Ta nagle się lekko uśmiechnęła.
- Erza Scarlet, zwana Tytanią, postaraj się nie wszczynać bójek, bo od tego już są Natsu i Gray- przedstawiła się Erza.
- Przykro mi to mówić, Erzo, ale prawdopodobnie nie uda mi się ich nie wszynać, a jak już się rozpęta bójka między mną a Cas'em to nikomu się nie uda jej powstrzymać.-
- Erza da radę. W końcu to Tytania, a ty jesteś małym krasnalem. Gihi.- musiał się wtrącić Gajeel. Chwilę później był przyciśnięty do ściany przez Mai, która uległa transformacji takiej jak podczas używania Muzycznego Uniesienia. Jej włosy stały się różowe, a oczy ciemnozielone.
- Jeszcze raz nazwiesz mnie krasnalem lub innym wyzwiskiem na temat mojego wzrostu to pożałujesz. Zostanie z ciebie kupa żelaza. Mimo mojego wzrostu jestem pełnoletnia. Co do tego, że może nas powstrzymać Erza to, bez obrazy Tytanio, ale nas nawet smok nie umiał powstrzymać.- powiedziała, a następnie puściła Żelaznego Smoczego Zabójcę i zaczęła się kierować do drzwi, gdy nagle podeszła do niej Mirajane.
- Chcecie dołączyć do naszej gildii?- zapytała, a gdy Cas, Mai i Emily skinęli głowami na tak dodała:- Gdzie chcecie i jaki kolor?-
Tak oto Fairy Tail wzbogaciło się o 3 Smoczych Zabójców. Tego wieczoru jak zwykle odbyła się impreza na cześć nowych członków. Mai pokazała Canie, że ma nową rywalkę w piciu. Była dosłownie o jeden łyk gorsza od Alberony. Emily, Cas i Mai stworzyli razem drużynę. Tak minęły trzy miesiące...

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Rozdział do niczego, ale przynajmniej jest. Ostatnio zauważyłam, że ciągle przedłużam momenty spokoju, więc postanowiłam trochę przyśpieszyć akcję.
Ludzie ( lub nie ludzie :x ) proszę Was komentujcie! Nawet nie wiecie jak mi przykro gdy widzę tylko jeden komentarz. Dziękuję Angel, że chociaż ty komentujesz.
Mai: Nawet nie wiesz jak wielkiego banana miała Neko na twarzy.
Oj ciiichooo... Więc postanowiłam posłuchać się Angel.
Minimum 2 komentarze i wrzucę kolejny rozdział.

poniedziałek, 1 września 2014

Pieśń Śmierci (POPRAWIONE)

Nazywam się Mai Musicrose, ale jestem znana jako Pieśń Śmierci. Dlaczego? Ponieważ każda moja ofiara umierała z włączoną jakąś piosenką. Przypadek? Nie wiem, ale dziwnym trafem zawsze tak jest. Ile już takich ofiar było? Dosyć dużo. Jestem zabójczynią na zlecenie, a dzięki temu, że ani razu nie zawiodłam ciągle mam jakieś zlecenia. Żadko mam czas odpocząć, jedynie mogę coś zjeść, umyć się, bywa też, że nie mogę spać, bo najlepiej się zabija w nocy. Jest tego też plus, bo nie myślę czy dobrze robię. Telefon. Kolejne zlecenie. Ubrałam szybko czarne jeansy, fioletową bluzkę i szarą bluzę do tego granatowe nike. Złapałam za szczotkę i rozczesałam moje fioletowe włosy, a następnie zaplotłam dwa małe warkoczyki. Wyskoczyłam szybko przez okno, przy okazji zabierając kluczyki i wsiadłam na motor, szybko go odpalając. Sarah Nightsky- tak się nazywa moja ofiara. Ma 42 lata i dwójkę dzieci. Mieszka na ulicy Cicha. Pół godziny jazdy i już byłam na miejscu. Weszłam po drabinie na parapet i spojrzałam do pokoju. Jak się okazało była tam Sarah. Słuchała muzyki... SERIO?!... Eh... Przynajmniej mnie nie usłyszy. Poszukałam otwartego okna, a kiedy je znalazłam, wskoczyłam, jak się okazało do łazienki. Na szczęście nikt jej nie zajmował. Najciszej jak umiałam otworzyłam drzwi i rozglądając się po domu za bachorami, zaczełam iść w stronę pokoju w którym znajdowała się moja ofiara. W pomieszczeniu, o drzwi wcześniej od mojego celu, siedziała czarno włosa dziewczyna. Chyba z kimś rozmawiała. Uznałam, że nie będzie mi przeszkadzać, więc po cichu weszłam do pokoju Sarah. Usłyszałam dobrze znaną mi melodię "Pentatonix - Aha!". Wyjęłam z pochwy pistolet. Wycelowałam w lekko kołyszącą się w rytm muzyki na boki głowę ofiary. Znając ten rytm łatwo wyczułam kiedy strzelić , a następnie w odpowiednim momencie pociągnęłam za spust. Sarah opadła na krzesło. Szybko na wszelki wypadek załadowałam pistolet i usunęłam się w cień. Usłyszałam kroki, a potem zobaczyłam jak córka mojej ofiary podchodzi do niej i zaczyna płakać, przytulając jej ciało. Byłam blisko okna na którym stał cyklamen, więc cicho je otworzyłam, omijając kwiat i szybko wyskoczyłam, przepraszając dziewczynę w myślach. Tak. Miałam wyrzuty sumienia, których nigdy nie miałam, choć zabijam odkąd skończyłam 7 lat. Odpaliłam motor i odjechałam. Pojechałam nad jezioro. Było mi przykro. Nie chciałam tych biednych dzieci pozbawić matki. Niestety musiałam inaczej bym umarła z głodu, bo wieść by się szybko rozniosła o mojej klęsce, co by też skutkowało bycia pośmiewiskiem. W dodatku zabiliby mnie moi "towarzysze", uznając to za zdradę. Siedziałam tak niewiem jak długo, ale nagle usłyszałam jak ktoś jedzie samochodem. Miałam to gdzieś. Dla tej osoby będę tylko niewinną dziewczynką, ponieważ nikt nie wie jak wygląda Pieśń Śmierci, prócz moich ofiar i innych zabójców z Elder. Zobaczyłam jak jakaś kobieta idzie z torebką z krokodyla.
- Przepraszam, czy nie wiesz gdzie jest najbliższy bar?- zapytała się mnie.
- Nie mieszkam tutaj.- skłamałam. Nie jestem przewodnikiem, ani jakimś punktem informacyjnym, żeby opriwadzać turystów po mieście.Nagle usłyszałam czyiś płacz. Poszukałam źródła dźwięku, którym okazał się czarno włosy chłopak. Ubrany był w szare spodnie i niebieską bluzę do tego biało- czarne adidasy. Podeszłam do niego.
- Hej... Czemu płaczesz?- zapytałam go, kucając obok. Ten podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami. Chwilę się wahał, ale w końcu wziął głęboki oddech i otarł ręką łzy.
- Pewnie nie uwieżysz w to, ale moja mama...- rozpoczął, ale głos mu się zaczął łamać i ponownie w jego oczach pojawiły się łzy. Poklepałam go pokrzepiająco po prawym ramieniu.- Moja mama niedawno została zamordowana...- powiedział, kiedy się w końcu ogarnął. Zdziwiłam się. Przecież dzisiaj tylko ja przyjmuję zlecenia...
- Moje kondolencje... Jak się nazywała?-
- Sarah Nightsky.- To jego matka była moją ofiarą...
<TUTAJ ZAKOŃCZONE BYŁO PRZED POPRAWĄ>
Nigdy wcześniej nie rozmawiałam z rodziną moich ofiar, więc siedziałam cicho, bo nie wiedziałam co powiedzieć. Bałam się, że zdradzę przypadkiem tożsamość Pieśni Śmierci, przez co od razu trafiłabym do więzienia... Chyba, że moi "towarzysze" byliby szybsi. Wtedy trafiłabym do piekła. Jest jeszcze wiele możliwości, ale jedną z najbardziej prawdopodobnych jest zabicie przez ojca. Czy tak mogę nazwać osobę, która nauczyła mnie jak się zabija? Osobę, która traktowała mnie jak worek treningowy? Myślę, że nie. Jedank dzięki niemu i przez niego jestem sobą. Zabójczynią, która zabija niewinnych ludzi bez mrugnięcia okiem. Jednak jaki mam inny wybór? Nie chcę być jak te dziewczyny, które się chowają po ciemnych zaułkach i czekają na swoich klientów... Chociaż... One przynajmniej nie muszą zabijać...
- Czemu nic nie mówisz?- z moich rozmyślań wyrwał mnie głos tego chłopaka. Zapomniałam, że tu jest...- Tak właściwie... Kim jesteś?- zapytał się czarno włosy. Nie może się dowiedzieć, że to ja zabiłam jego matkę. Pewnie chciałby się zemścić.
- Mai Musicrose...- przedstawiłam się.
- Cas Nightsky... Mieszkasz w tym mieście?- zapytał się zaciekawiony chłopak.
- Niestety tak...- odparłam ze smutkiem... Co się ze mną dzieje? Najpierw dowiaduję się, że posiadam smumienie, a teraz uczucia. Może jeszcze zaraz zacznę tu płakać, bo zabiłam temu chłopakowi matkę?
- Jakoś nie kojarzę Ciebie... Czy ty chodzisz do szkoły?- Eh... Czy on się ode mnie nie odczepi? Wtedy nadszedł mój ratunek- zadzwonił mój telefon. Szybko odebrałam.
- Słucham?-
- Witam, jestem osobą, która zleciła zabójstwo Sarah Nightsky- powiedziała osoba po drugiej stronie. Eh... Ten to wie kiedy do mnie zadzwonić.- Czy już jest na tamtym świecie?-
- Tak... Pokój jej duszy...- powiedziałam szczerze.
- Oj tak. Po tamtej stronie jej będzie o wiele lepiej.- najwidoczniej zleceniodawca uznał, że żartuję- Pieniądze są już na twoim koncie. To tyle, Żegnam.- pożegnał się, a następnie rozłączył. Schowałam telefon do kieszeni i już miałam odejść, gdy usłyszałam:
- Nienawidzę Cię- spojrzałam na osobę, która to powiedziała. Cas...
- Rozumiem to. Nie chcę wybaczenia, bo mi się nie należy. Powiem Ci jednak, że na moim miejscu też byś to zrobił.- powiedziałam spokojnie, jednak czułam przygnębienie. Może jednak lepiej było umrzeć z głodu niż zabijać?
- Mylisz się, ja na twoim miejscu wrócił do rodziców i już nigdy nie uciekał z domu- w jego głosie słychać była złość, ale jego wypowiedź mnie samą wkurzyła.
- Myślisz, że uciekłam z domu? Takie dzieciaki siedzą w zaułkach i czekają na zbawienie. Inni oczekują, że znajdą się jacyś mili ludzie i dadzą im trochę kasy. Są inne sposoby na zarobienie pieniądzy, ale mi ojciec wybrał jak będę zbierać na życie. To on nauczył mnie sztuki zabijania, której nauczyłam się mając 7 lat. Ja byłam dla niegl nikim, najważniesze były pieniądze. Stał się taki, gdy moja matka zmarła, a miałam wtedy 6 lat.- lata zapomnienia o nienawiści do rodziców runęły przez tego chłopaka. Nienawidziłam mojego ojca za to co ze mną zrobił, za to ile razy musiałam iść do szpitala po naszych "treningach". Mojej matki za to co zrobiła jej śmierć z moim tatą. Wiem, że nie z własnej woli umarła, ale jednak darzę ją nienawiścią. Nagle przypomniałam sobie, że Cas nadal tutaj stoi. Zauważyłam, że jest zaskoczony tym co powiedziałam, a ja lekko się uśmiechnęłam. W ciągu paru godzin moja maska obojętności zaczęła powoli znjkać, a przez tą rozmowę całkowicie odeszła w zapomnienie. Powoli zaczęłam odchodzić, ale nagle odwróciłam się do Cas'a, który już się ocknął z zaskoczenia, jednak milczał.
- Ludzie popełniają błędy, a moim błędem było pójście w ślady ojca. Uwierz, że jest mi przykro, bo dopiero po śmierci twojej matki to zrozumiałam. Jakbyście mieli problemy to dzwoń.- powiedziałam do niego, jednocześnie rzucając kartkę z moim numerem.- Uznaj to za początek mojej pokuty za zabójstwa.- dodałam, a następnie szybko wskoczyłam na motor i odjechałam w tylko sobie znanym kierunku.
Tego dnia moje życie zmieniło się nie do poznania. Tak naprawdę kiedy dawałam synowi Sarah mój numer telefonu myślałam, że zadzwoni na policję i za pomocą tego skrawka papieru mnie znajdą. Jednak po miesiącu nadal pozostałam nie uchwytna dla nich, za to zadzwonił do mnie jakiś czas później. Po głosie poznałam, że nie jest zadowolony z tego powodu, a także smutek. Okazało się, że Evelynn Nightsky, jego młodsza siostra, jest poważnie chora, ale nie mają pieniędzy na operację. Oczywiście je im dałam. Dwa tygodnie po tym dostałam, wczesnym rankiem, od niego wiadomość, że niestety zmarła. Oczywiście przekazałam kondolencje Cas'owi. Chwilę później wreszcie policja mnie znalazła i zabrała do więzienia. Tam odpokutowałam resztę swojego życia.

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*

Dlaczego poprawiłam? Ponieważ było dużo błędów, których wcześniej nie zayważyłam. W dodatku mam zamiar dać tego one-shota na konkurs literacki w mojej szkole.
Miałam początowo zrobić z tego NaLu +18, ale wtedy by się nie nadawało na konkurs.