poniedziałek, 1 września 2014

Pieśń Śmierci (POPRAWIONE)

Nazywam się Mai Musicrose, ale jestem znana jako Pieśń Śmierci. Dlaczego? Ponieważ każda moja ofiara umierała z włączoną jakąś piosenką. Przypadek? Nie wiem, ale dziwnym trafem zawsze tak jest. Ile już takich ofiar było? Dosyć dużo. Jestem zabójczynią na zlecenie, a dzięki temu, że ani razu nie zawiodłam ciągle mam jakieś zlecenia. Żadko mam czas odpocząć, jedynie mogę coś zjeść, umyć się, bywa też, że nie mogę spać, bo najlepiej się zabija w nocy. Jest tego też plus, bo nie myślę czy dobrze robię. Telefon. Kolejne zlecenie. Ubrałam szybko czarne jeansy, fioletową bluzkę i szarą bluzę do tego granatowe nike. Złapałam za szczotkę i rozczesałam moje fioletowe włosy, a następnie zaplotłam dwa małe warkoczyki. Wyskoczyłam szybko przez okno, przy okazji zabierając kluczyki i wsiadłam na motor, szybko go odpalając. Sarah Nightsky- tak się nazywa moja ofiara. Ma 42 lata i dwójkę dzieci. Mieszka na ulicy Cicha. Pół godziny jazdy i już byłam na miejscu. Weszłam po drabinie na parapet i spojrzałam do pokoju. Jak się okazało była tam Sarah. Słuchała muzyki... SERIO?!... Eh... Przynajmniej mnie nie usłyszy. Poszukałam otwartego okna, a kiedy je znalazłam, wskoczyłam, jak się okazało do łazienki. Na szczęście nikt jej nie zajmował. Najciszej jak umiałam otworzyłam drzwi i rozglądając się po domu za bachorami, zaczełam iść w stronę pokoju w którym znajdowała się moja ofiara. W pomieszczeniu, o drzwi wcześniej od mojego celu, siedziała czarno włosa dziewczyna. Chyba z kimś rozmawiała. Uznałam, że nie będzie mi przeszkadzać, więc po cichu weszłam do pokoju Sarah. Usłyszałam dobrze znaną mi melodię "Pentatonix - Aha!". Wyjęłam z pochwy pistolet. Wycelowałam w lekko kołyszącą się w rytm muzyki na boki głowę ofiary. Znając ten rytm łatwo wyczułam kiedy strzelić , a następnie w odpowiednim momencie pociągnęłam za spust. Sarah opadła na krzesło. Szybko na wszelki wypadek załadowałam pistolet i usunęłam się w cień. Usłyszałam kroki, a potem zobaczyłam jak córka mojej ofiary podchodzi do niej i zaczyna płakać, przytulając jej ciało. Byłam blisko okna na którym stał cyklamen, więc cicho je otworzyłam, omijając kwiat i szybko wyskoczyłam, przepraszając dziewczynę w myślach. Tak. Miałam wyrzuty sumienia, których nigdy nie miałam, choć zabijam odkąd skończyłam 7 lat. Odpaliłam motor i odjechałam. Pojechałam nad jezioro. Było mi przykro. Nie chciałam tych biednych dzieci pozbawić matki. Niestety musiałam inaczej bym umarła z głodu, bo wieść by się szybko rozniosła o mojej klęsce, co by też skutkowało bycia pośmiewiskiem. W dodatku zabiliby mnie moi "towarzysze", uznając to za zdradę. Siedziałam tak niewiem jak długo, ale nagle usłyszałam jak ktoś jedzie samochodem. Miałam to gdzieś. Dla tej osoby będę tylko niewinną dziewczynką, ponieważ nikt nie wie jak wygląda Pieśń Śmierci, prócz moich ofiar i innych zabójców z Elder. Zobaczyłam jak jakaś kobieta idzie z torebką z krokodyla.
- Przepraszam, czy nie wiesz gdzie jest najbliższy bar?- zapytała się mnie.
- Nie mieszkam tutaj.- skłamałam. Nie jestem przewodnikiem, ani jakimś punktem informacyjnym, żeby opriwadzać turystów po mieście.Nagle usłyszałam czyiś płacz. Poszukałam źródła dźwięku, którym okazał się czarno włosy chłopak. Ubrany był w szare spodnie i niebieską bluzę do tego biało- czarne adidasy. Podeszłam do niego.
- Hej... Czemu płaczesz?- zapytałam go, kucając obok. Ten podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami. Chwilę się wahał, ale w końcu wziął głęboki oddech i otarł ręką łzy.
- Pewnie nie uwieżysz w to, ale moja mama...- rozpoczął, ale głos mu się zaczął łamać i ponownie w jego oczach pojawiły się łzy. Poklepałam go pokrzepiająco po prawym ramieniu.- Moja mama niedawno została zamordowana...- powiedział, kiedy się w końcu ogarnął. Zdziwiłam się. Przecież dzisiaj tylko ja przyjmuję zlecenia...
- Moje kondolencje... Jak się nazywała?-
- Sarah Nightsky.- To jego matka była moją ofiarą...
<TUTAJ ZAKOŃCZONE BYŁO PRZED POPRAWĄ>
Nigdy wcześniej nie rozmawiałam z rodziną moich ofiar, więc siedziałam cicho, bo nie wiedziałam co powiedzieć. Bałam się, że zdradzę przypadkiem tożsamość Pieśni Śmierci, przez co od razu trafiłabym do więzienia... Chyba, że moi "towarzysze" byliby szybsi. Wtedy trafiłabym do piekła. Jest jeszcze wiele możliwości, ale jedną z najbardziej prawdopodobnych jest zabicie przez ojca. Czy tak mogę nazwać osobę, która nauczyła mnie jak się zabija? Osobę, która traktowała mnie jak worek treningowy? Myślę, że nie. Jedank dzięki niemu i przez niego jestem sobą. Zabójczynią, która zabija niewinnych ludzi bez mrugnięcia okiem. Jednak jaki mam inny wybór? Nie chcę być jak te dziewczyny, które się chowają po ciemnych zaułkach i czekają na swoich klientów... Chociaż... One przynajmniej nie muszą zabijać...
- Czemu nic nie mówisz?- z moich rozmyślań wyrwał mnie głos tego chłopaka. Zapomniałam, że tu jest...- Tak właściwie... Kim jesteś?- zapytał się czarno włosy. Nie może się dowiedzieć, że to ja zabiłam jego matkę. Pewnie chciałby się zemścić.
- Mai Musicrose...- przedstawiłam się.
- Cas Nightsky... Mieszkasz w tym mieście?- zapytał się zaciekawiony chłopak.
- Niestety tak...- odparłam ze smutkiem... Co się ze mną dzieje? Najpierw dowiaduję się, że posiadam smumienie, a teraz uczucia. Może jeszcze zaraz zacznę tu płakać, bo zabiłam temu chłopakowi matkę?
- Jakoś nie kojarzę Ciebie... Czy ty chodzisz do szkoły?- Eh... Czy on się ode mnie nie odczepi? Wtedy nadszedł mój ratunek- zadzwonił mój telefon. Szybko odebrałam.
- Słucham?-
- Witam, jestem osobą, która zleciła zabójstwo Sarah Nightsky- powiedziała osoba po drugiej stronie. Eh... Ten to wie kiedy do mnie zadzwonić.- Czy już jest na tamtym świecie?-
- Tak... Pokój jej duszy...- powiedziałam szczerze.
- Oj tak. Po tamtej stronie jej będzie o wiele lepiej.- najwidoczniej zleceniodawca uznał, że żartuję- Pieniądze są już na twoim koncie. To tyle, Żegnam.- pożegnał się, a następnie rozłączył. Schowałam telefon do kieszeni i już miałam odejść, gdy usłyszałam:
- Nienawidzę Cię- spojrzałam na osobę, która to powiedziała. Cas...
- Rozumiem to. Nie chcę wybaczenia, bo mi się nie należy. Powiem Ci jednak, że na moim miejscu też byś to zrobił.- powiedziałam spokojnie, jednak czułam przygnębienie. Może jednak lepiej było umrzeć z głodu niż zabijać?
- Mylisz się, ja na twoim miejscu wrócił do rodziców i już nigdy nie uciekał z domu- w jego głosie słychać była złość, ale jego wypowiedź mnie samą wkurzyła.
- Myślisz, że uciekłam z domu? Takie dzieciaki siedzą w zaułkach i czekają na zbawienie. Inni oczekują, że znajdą się jacyś mili ludzie i dadzą im trochę kasy. Są inne sposoby na zarobienie pieniądzy, ale mi ojciec wybrał jak będę zbierać na życie. To on nauczył mnie sztuki zabijania, której nauczyłam się mając 7 lat. Ja byłam dla niegl nikim, najważniesze były pieniądze. Stał się taki, gdy moja matka zmarła, a miałam wtedy 6 lat.- lata zapomnienia o nienawiści do rodziców runęły przez tego chłopaka. Nienawidziłam mojego ojca za to co ze mną zrobił, za to ile razy musiałam iść do szpitala po naszych "treningach". Mojej matki za to co zrobiła jej śmierć z moim tatą. Wiem, że nie z własnej woli umarła, ale jednak darzę ją nienawiścią. Nagle przypomniałam sobie, że Cas nadal tutaj stoi. Zauważyłam, że jest zaskoczony tym co powiedziałam, a ja lekko się uśmiechnęłam. W ciągu paru godzin moja maska obojętności zaczęła powoli znjkać, a przez tą rozmowę całkowicie odeszła w zapomnienie. Powoli zaczęłam odchodzić, ale nagle odwróciłam się do Cas'a, który już się ocknął z zaskoczenia, jednak milczał.
- Ludzie popełniają błędy, a moim błędem było pójście w ślady ojca. Uwierz, że jest mi przykro, bo dopiero po śmierci twojej matki to zrozumiałam. Jakbyście mieli problemy to dzwoń.- powiedziałam do niego, jednocześnie rzucając kartkę z moim numerem.- Uznaj to za początek mojej pokuty za zabójstwa.- dodałam, a następnie szybko wskoczyłam na motor i odjechałam w tylko sobie znanym kierunku.
Tego dnia moje życie zmieniło się nie do poznania. Tak naprawdę kiedy dawałam synowi Sarah mój numer telefonu myślałam, że zadzwoni na policję i za pomocą tego skrawka papieru mnie znajdą. Jednak po miesiącu nadal pozostałam nie uchwytna dla nich, za to zadzwonił do mnie jakiś czas później. Po głosie poznałam, że nie jest zadowolony z tego powodu, a także smutek. Okazało się, że Evelynn Nightsky, jego młodsza siostra, jest poważnie chora, ale nie mają pieniędzy na operację. Oczywiście je im dałam. Dwa tygodnie po tym dostałam, wczesnym rankiem, od niego wiadomość, że niestety zmarła. Oczywiście przekazałam kondolencje Cas'owi. Chwilę później wreszcie policja mnie znalazła i zabrała do więzienia. Tam odpokutowałam resztę swojego życia.

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*

Dlaczego poprawiłam? Ponieważ było dużo błędów, których wcześniej nie zayważyłam. W dodatku mam zamiar dać tego one-shota na konkurs literacki w mojej szkole.
Miałam początowo zrobić z tego NaLu +18, ale wtedy by się nie nadawało na konkurs.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 8

Poranek
Mai


Obudziłam się, gdyż usłyszałam cichą melodię bardzo dobrze znanej mi piosenki, jednak teraz nie pamiętałam skąd ją znam... Wsłuchiwałam się w piosenkę z lekko przymrużonymi oczami, a mój mózg już pracował na pełnych obrotach, żeby przypomnieć sobie ją. Tak... Normalni ludzie zapytaliby się kogoś, ale nie ja. Ja wolałam sama odgadnąć. W dodatku ja normalną się nazwać nie mogę, bo kto normalny czując głód i zapach jedzenia wsłuchiwałby się w piosenkę? Nikt... 
- Mai wiem, że nie śpisz...- Z zamyślenia wyrwał mnie głos Music'ki. Lekko się uśmiechnęłam, otworzyłam oczy i usiadłam. Chwilę się rozciągałam, a następnie rozglądnęłam się po jaskini. Oprócz mojej przybranej matki siedzieli w niej magowie, których wczoraj poznałam i Cas. Ciekawe, czemu nas odwiedził... 
- Masz mnie... Wstałam... -udałam wkurzoną, że mnie 'zdemaskowano'. Jednak nikt nie zwracał na mnie uwagi.- Ohayo wszystkim...- powiedziałam wstając z łóżka i usiadłam na wolnym fotelu.
- Jak się spało, katarynko?- zapytał Cas, a kto inny? Dopiero teraz zauważyłam jak mocno ode mnie oberwał. Miał rany wszędzie, a jego niebieska, cała pocięta, bluzka miała niemal wszędzie czerwone przebarwienia. W takim samym stanie były jego spodnie. Nigdy nie lubiłam skutków Kłamstwa, nawet jeśli były one widoczne tylko na moich przeciwnikach. Właściwie stąd się wzięła moja ksywka: Pieśń Śmierci, ponieważ jeśli walczyłam na śmierć i życie to nikt nie przeżył tego ataku, ale kiedyś pewnie spotkam taką osobę, która to zmieni...
- Dobrze, słowniku.- odpowiedziałam i powoli wstałam kierując się na zewnątrz, kiedy wyszłam wciągnęłam powietrze w płuca. Poczułam jak je wypełnia czyste, poranne powietrze. Ah... Czułam się taka... wolna... Tak. Wolna od wspomnień... Jednak tak nie było... Dobrze wiedziałam, że to właśnie z Emily walczyłam w dniu mojej 'śmierci'. Jednak czułam, że to nie przez nią popadłam w śpiączkę... Jestem tego pewna. Ona była tam tylko po to by odwrócić moją uwagę...
- Rozmyślasz o samobójstwie w taki piękny poranek, gramofonie?- nagle obok mnie zmaterializował się Cas...
- Nie baw się w ninję, bo Ci to nie wychodzi...- odparłam wymijająco. Jednak po dłuższym zastanowieniu się dodałam. - Nie jestem samobójcą, literko. Po prostu przyszłam się napawać tym porankiem...- Spoglądałam w dal. Tam daleko w tym momencie pewnie rodziły się dzieci, a także właśnie opłakiwano osobę, która straciła tak cenny skarb jakim jest życie. Eh... Dlaczego ono jest takie skomplikowane? Czemu nie mogę mieć normalnego życia? Igneel... Chciałeś wszystko jemu uprościć, a wyszło na odwrót... Wiem, że wyczyściłeś mu wspomnienia związane ze mną. Jednak... nie jestem na Ciebie zła... Chciałeś go tylko chronić... przede mną... Nagle poczułam coś mokrego na mojej twarzy. Nie padało, więc...
- Czemu płaczesz? - usłyszałam obok siebie dobrze znany mi głos.
- N-n-nie płaczę...- starłam szybko ręką łzy i odwróciłam się tyłem do Cas'a. Całkowicie zapomniałam, że on tutaj jest... - Idę się przejść. - rzuciłam i po chwili zniknęłam...


Castiel


Widziałem, że nagle zaczęła płakać, lecz nadal się uśmiechała. Jednak gdy spytałem, dlaczego odwróciła się do mnie plecami. Chwilę tak stała, a po chwili rzuciła, że idzie się przejść i zniknęła, pozostawiając tylko fioletowy dym oraz cichą, smutną melodię. Słyszałem ją gdzieś... Tylko pytanie: Gdzie? Nie ważne... Mai jest od rozpoznawania piosenek... Właśnie... Idę ją poszukać. Zmieniłem się w słowo i zacząłem poszukiwać wychowanki Music'ki.Szedłem, nadal w tej samej postaci, po lesie. Nigdzie nie widziałem osoby poszukiwanej przeze mnie... Nosz... gdzie ona?
<muzyka>
I can hold my breath.- nagle usłyszałem jej głos. To na pewno Mai... Tylko... Dlaczego nie czuję jej zapachu?- I can bite my tongue.- Szedłem ciągle w stronę głosu... Nie wiedziałem, czemu nie czuję jej zapachu, ale teraz najważniejsze było odnalezienie katarynki.- I can stay awake for days.-  W końcu zobaczyłem fioletowowłosą. Siedziała na brzegu rzeki.-If that’s what you want.- Zauważyłem, że w okół niej latały nuty.-Be your number one.- Dlatego jej nie czułem.-I can fake a smile.- Użyła Pułapki, ale... przecież ten czar sprawia, ze też nie słyszy i nie czuje się wtedy danej osoby...-I can force a laugh.- Więc czemu ja słyszę Mai?-I can dance and play the part.- Teraz spostrzegłem, że znowu płakała.-If that’s what you ask.- Chciałem do niej podejść, jednak czułem, że potrzebuje samotności, więc usiadłem na ziemi tak, aby mnie nie słyszała i czekałem.-Give you all I am.- nagle Mai ucichła. Zacząłem się bać, że mnie usłyszała. Okazało się, że po prostu ocierała łzy.-I can do it.- po chwili cicho powróciła do śpiewania.-I can do it. - Tym razem jej głos był bardziej pewniejszy.-I can do it.- Teraz jej głos był donośniejszy, jakby się nie bała, że nikt ją usłyszy. Miałem teraz ochotę strzelić "face palma", bo pewnie po to użyła Pułapki. Jestem idiotą...< Potwierdzam hehehe ;) dop. Neko>
-But I’m only human
And I bleed when I fall down
I’m only human
And I crash and I break down
Your words in my head, knives in my heart
You build me up and then I fall apart
Cause I’m only human...

I can turn it on
Be a good machine
I can hold the weight of worlds
If that’s what you need
Be your everything


I can do it
I can do it
I’ll get through it

But I’m only human
And I bleed when I fall down
I’m only human
And I crash and I break down
Your words in my head, knives in my heart
You build me up and then I fall apart
Cause I’m only human...

I’m only human
I’m only human
Just a little human

I can take so much
Until I’ve had enough

Cause I’m only human
And I bleed when I fall down
I’m only human
And I crash and I break down
Your words in my head, knives in my heart
You build me up and then I fall apart
Cause I’m only human...

Dopiero teraz przypomniałem sobie, że tą piosenkę śpiewała nam kiedyś Music'ka. Dzisiaj mój mózg chyba nie pracuje... Strzeliłem "face palma" i dopiero wtedy przypomniałem sobie, że powinienem być cicho. Niestety było za późno, Mai mnie usłyszała i cicho westchnęła.
- Nie chowaj się, słowniku...- powiedziała nadal patrząc w wodę. Wstałem i zmieniłem się z powrotem w człowieka.
- Co się stało, gramofonie? Taki ładny poranek, a ty śpiewasz smutną piosenkę.- zapytałem się, podchodząc do Mai, a następnie usiadłem obok niej.- Hm?- Wychowanka Music'ki nic nie odpowiadała. Siedziała cicho i znowu zaczęła płakać.- Powiedz mi...- Nadal się nie odzywała. Wyglądała jak w transie. Nie miałem pomysłu co zrobić, już miałem się poddać, gdy nagle Mai się do mnie przytuliła, a że była niższa niż ja to głowę miała wtuloną w mój tors.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Mai: ZGINIESZ MARNIE!
Help? ;_; Ona chce mnie zabić!
Mai: DLACZEGO NAPISAŁAŚ, ŻE SIĘ PRZYTULIŁAM DO BŁĘDNEGO SŁOWNIKA???!!!
Em... Przecież jesteście przyjaciółmi... 
Mai: TYLKO PRZYJACIÓŁMI,  A  TYLKO SPRAWISZ, ŻE KIMŚ WIĘCEJ, A UMRZESZ!
ONA MI GROZI! Y-Y

Dobra... taka tam małą pogadanka moja z Mai. GOMENE, że dopiero teraz, ale no.. gralam w LoL'a z Madzią :x W dodatku teraz muszę łazić z Zotką na spacery (o 7 rano ;_; W WAKACJE! ;_;). Następny rozdział postaram się dać max. za tydzień.

sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 7

Muzyka vs Słowo
Cas(tiel)


Spoglądałem na idącą przede mną Mai. Dopiero co obudziła się ze śpiączki i już chętna do bójki...Cicho zaśmiałem się do siebie...Nic się nie zmieniła i chyba nie zmieni. Zawsze dziecinna lub bezuczuciowa. Eh...



Około 12 lat temu, jama Music'ki.


Przez cały lot do jamy Music'ki ciągle płakałem. Tak... Płakałem jak małe dziecko, któremu uciekł balonik. Tyle, że łzy spływały mi z oczu z powodu śmierci Paroli. Teraz już jedynym śladem po mojej chwili słabości były czerwone oczy. Jednak nie chciałem wejść do jamy Music'ki, ponieważ poznałem parę dziewczyn i to była masakra. W ich głowie tylko ciuchy i nawet pobawić się z nimi nie dało się, bo sukienkę pobrudzą.
- Wchodź- powiedziała Music'ka do mnie i popchnęła lekko w stronę jej jamy. Nie mając wyboru wszedłem, a w środku ujrzałem łóżko, kanapę, sofę i szafę. " Pewnie jest pełna ubrań wychowanki Music'ki" pomyślałem. Dopiero po dłuższym czasie spostrzegłem, że na kanapie siedzi fioletowo włosa dziewczyna czytająca książkę, a ja nie mając co innego do zrobienia usiadłem obok. Mai czując jak ugina się lekko mebel automatycznie... przywaliła mi w nos.
- Au- jęknąłem i złapałem za bolące miejsce. Dopiero wtedy spojrzała na mnie znudzonym wzrokiem, skrzywiła się i przewróciła swoimi fioletowymi oczami.- Też nie jestem zadowolony tym, że tutaj jestem...-
- Eh... Mógłbyś się zamknąć czy mam Ci pomóc?- warknęła powracając do czytania. Wtedy zrozumiałem, że jest inna niż tamte zakupoholiczki.
- Nie boję się Ciebie, katarynko- odpowiedziałem fioletowo włosej.



Mai zawsze ze mną wygrywała, ale tym razem będzie inaczej. Trenowałem w domu dużo. Dam radę... Jeśli z nią przegram, gdy jest osłabiona to hańba mi.



Lucy


Wyszliśmy z jaskini, gdzie była dosyć duża, skalna powierzchnia. Mai poszła na lewy bok, a Cas na prawy. Oni doprawdy przypominają mi Natsu i Grey'a, ale są bardziej inteligentni i nie rozpoczęli bójki w jaskini... Nic by chyba po niej nie zostało, chociaż... Mai jest osłabiona, więc Cas zapewne szybko wygra... W tym momencie Mai się na mnie spojrzała wzrokiem mówiącym: "Będziesz następna, jeśli się nie zamkniesz". Spojrzałam na nią zdziwionym wzrokiem. Czy ona umie czytać w myślach czy jak? Tym razem Mai uśmiechnęła się chytrze i zaczęła się przygotowywać do walki. Spojrzałam na Music'kę, której wyraz twarzy mówił: " Co za idioci...".

- Oni tak zawsze? - zapytałam smoczycy. Ta nawet nie spojrzała na mnie, skrzywiła się i lekko pokiwała łbem.
<Polecam tego słuchać podczas walki + ostrzegam, że nie umiem opisywać walk dop. Neko>
- Przegrasz, katarynko- powiedział Cas z chytrym uśmieszkiem.- Jesteś osłabiona, w dodatku ja cały czas trenowałem, gdy byłaś w śpiączce.-
- Dobra, skończ gadać.- powiedziała Smocza Zabójczyni ze znudzonym wyrazem twarzy.- Pieśń Smoka: Muzyczne Uniesienie.- włosy Mai zaczęły się unosić lekko i... zmieniały kolor? Jej końcówki zaczęły zmieniać kolor na różowy, aż po pewnym czasie całe jej włosy takie były. Zauważyłam też, że jej oczy...stały się ciemno zielone. Co jest grane? Wiem mówiła o tym, ale zobaczyć to... - Pięść Muzycznego Smoka-  wychowanka Musi'ki zaatakowała prawą pięścią Cas'a, ten szybko zrobił unik.
- Pff... Jesteś za wolna Mai...- teraz Słowny Smoczy Zabójca miał znudzony wzrok i lekki uśmieszek na twarzy- Twór Smoka Słowa: Miecz- ręce wychowanka Paroli zalśniły szarym blaskiem, a po chwili pojawił się w nich miecz. Szybko zaatakował nim Mai, lecz tylko zadrasnął jej lekko lewe ramię, bo zrobiła unik.
- Nie było nic mowy o białej broni, ale...- powiedziała Musicrose z lekkim uśmieszkiem- Broń Muzycznej Smoczej Zabójczyni: Katana.- ręce Smoczej Zabójczyni zalśniły fioletowym blaskiem, a po chwili w jej dłoniach pojawił się miecz. Nightsky ponownie zaatakował, lecz Mai sparowała.
- Ryk Muzycznego Smoka- z ust Mai wydobyły się czarne nuty z fioletowym powietrzem przez co Castiel poleciał na skałę stojącą za nim.
- Widzę, że idziesz na całość.- powiedział z lekkim uśmiechem, po czym wstał i otrzepał się.- Ale to i tak Ci nic nie da... Skrzydła Słownego Smoka. -Pobiegł wprost na Musicrose z rękami, otoczonymi szarą otoczką, a następnie ją zaatakował. Wychowanka Music'ki przeleciała dosyć spory dystans, aż w końcu udało jej się zatrzymać, lecz trudniej już było wstać. Jednak udało jej się po pewnym czasie, ale Cas w tym czasie zadał jej cios mieczem. 
- Nie szłam... jeszcze na całość...- powiedziała Muzyczna Smocza Zabójczyni, ledwo trzymając się na nogach.- Pieśń Smoka- Nagle przestała wyglądać na wycieńczoną, a jej zielone oczy wyrażały determinację.- Kłamstwo -Zaraz o wypowiedzeniu tego słowa po Mai pozostała tylko fioletowa smuga. - They'll never see.- Nagle na ciele Cas'a pojawiła się krew. Jego krew. Wypływała z jego lewego ramienia, a chwilę wcześniej tam była ta fioletowa smuga.- I'll never be - Dopiero teraz spostrzegłam, że jego koszula była podarta. A może dopiero teraz została? - I'll struggle on and on to feed this hunger - Teraz zaczęła lecieć krew z prawego ramienia Słownego Smoczego Zabójcy. Co się dzieje? Gdzie jest Mai? - Burning deep inside of me - Castiel został rzucony na skałę, a z jego ust wyleciało trochę krwi, po czym padł wycieńczony. W tym samym czasie pojawiła się wychowanka Music'ki, leżała zmęczona na podłożu. Jednak zauważyłam na jej ustach lekki uśmiech. - Re... mis- ledwo wysapała wykończona Mai. Musica od razu wzięła ich do jaskini i rozpoczęła ich leczyć.
- Jest już dosyć późno- zauważyła smoczyca.- Zostańcie na jeszcze jedną noc.- zaproponowała po chwili.
- Mnie tam się nie śpieszy do jazdy pociągiem- powiedział Natsu i zostaliśmy w jaskini Music'ki do następnego dnia.

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*

Jak zwykle do niczego... A walka opisana masakrycznie ;_; Eh... 

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 6

Przebudzenie

Mai

Czy ja naprawdę otworzyłam oczy? Przecież nic nie widzę... Dlaczego? Muszę pewnie poczekać... Najpierw bezdenna ciemność, teraz oślepiająca jasność... Co jeszcze?... Chwila... Czemu tu tak cicho? Niedawno gadali jak najęci, a teraz głucha cisza... Chyba nie ogłuchłam? Prawda?...Słyszę kroki.. Uff... Czyli nie ogłuchłam...
- Dobrze, zaraz przyjdę!- ktoś krzyknął. Kroki się zbliżaly, a ja nie wiedzieć czemu nie rozpoznawałam tego głosu, ale był znajomy.
- Gdzie to ja zostawiłem?...- zapytał głos, prawdopodobnie krążąc po jamie. Dobrze znam ten głos... Tylko skąd?
- Kim jesteś?- zapytałam nieznajomego. Kroki nagle ustały... Em... Czy ja powiedziałam coś złego?
- Jestem Natsu Dragneel. - odpowiedział po dłuższym czasie ten ktoś. Natsu. Dragneel. Kojarzę go... Pytanie: Skąd?- A ty pewnie jesteś Mai Musicrose?- zapytał Natsu. Skąd on....?... No tak... Musica jemu powiedziała...
- Tak...- odpowiedziałam cicho, przez co chyba nie usłyszał... - Wiesz może czemu ja nic nie widzę?- zapytałam tym razem już głośniej.
- Musica powiedziała, że to pomoże przyzwyczaić się twoim oczom do widzenia, po tej przerwie...- wysłumaczył, po chwili podszedł do mnie i zdjął materiał z moich oczu. Pierwsze co zobaczyłam to jego niesamowicie zielone oczy, a potem różowe włosy. Na ten widok się miło zaskoczyłam. Tak... To napewno on. Nawet nie wiem kiedy na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Musica! Emily! Lucy! Encyklopedio!- zawołał Natsu odchodząc od mojego łóżka. Chwila...
- Hej! To ja tak nazywam, literkę! - nakrzyczałam na tego różowego idiotę, podnosząc się do siadu. Przypadkiem zrzuciłam Alice z moich nóg, przez co cicho prychnęła. Po chwili na jej twarzy zawidniał ogromny uśmiech.
- Mai!!!- krzyknęła tak głośno, że pewnie w Elder ją było słychać, fioletowa exceedka, rzucając mi się w ramiona. Oczywiście przytuliłam kotkę do siebie.
- Tęskniłam, Alice - cicho mrugnęłam do mojej małej przyjaciółki, która była jedną z niewielu osób, które wiedziały kiedy i jak się zachowam.
- Słodki widok - usłyszałam jakiś nieznany mi głos. Obróciłam w tamtym kierunku głowę i ujrzałam w wejściu do jamy trzy postacie: Musicę, blodynę i jakąś różowowłosą dziewczynę. Gdy bardziej się przyjrzałam ujrzałam... dwa exceedy: niebieskiego i żółtego w pomarańczowe paski. Moje oczy się zaświeciły. KOLEJNE KOTY!!!
- Mai...- usłyszałam ciche mruknięcie Alice, które wyrwało mnie z zachwytu. Lekko.potrząsnęłam głową i dopiero wtedy śmignęło mi coś szarego koło ucha.
- Din!- krzyknęłam i korzystając z okazji złapałam exceeda wolną ręką i przytuliłam. Hmm... Jest Din to musi być...
- Kradniesz mi exceeda jak zawsze, popsuta katarynko?- usłyszałam tak dobrze znany mi głos. Obok Natsu stał Castiel. Żadnych zmian tylko ma dłuższe włosy niż kiedyś.
- To zacznij nim się lepiej opiekować, błedny słowniczku.- odpowiedziałam ten czarnowłosemu idiocie. Wtedy usłyszałam cichy śmiech, kiedy się odwróciłam w stronę z której dochodził dzwięk, okazało się, że należał do blondynki.
- Co Ciebie tak śmieszy?- zapytałam już z bezuczuciowym wyrazem twarzy. Usłyszałam ciche westchnienie niezadowolenia Cas'a. No tak... Nie lubi, gdy ktoś przerywa nasze kłótnie.
- Poprostu mi przypominacie pewne osoby... - odpowiedziała blondynka, a ja patrzałam na nią wyczekując dlaszej wypowiedzi. - Tak w ogóle jestem Lucy Heartphilia, Gwiezdna Magini, a to Emily Dragneel, Plastyczna Smocza Zabójczyni. - wskazała na różowowłosą stojącą obok niej. Dragneel... Czyli już spotkałam obu Dragneel'ów... Już wkrótce czas na wyjaśnienia. Usłyszalam ciche chrząknięcie Alice.
- Ah... Nazywam się Mai Musicrose, choć pewnie już Wam Musica powiedziała. Jestem Muzyczną Smoczą Zabójczynią. - przedstawiłam się, żeby nie było, że wilki mnie wychowały.
- Mai?- spojrzałam na kotkę, która nadal była w moich ramionach, na dodatek przytulona do Dina. Nie powiem, słodko to wyglądało. Fiolet i szary... Spoko.połączenie... - Chyba czas im wyjaśnić co nieco. Przecież wśród nich jest dwóch Dragneel'ów...-
- Eh... Chyba masz rację...- Wszyscy oprócz Music'ki patrzyli na mnie zaciekawieni. Oczywiście już nie stali w wejściu tylko usadowili się na "fotelach" i "kanapie", które stały przy przeciwległej ścianie.
- Co ty możesz wiedzieć o Dragneel'ach? - zapytał się Cas ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy i skrzywionym uśmiechem. - Ty nawet nic nie wiesz o swojej rodzinie.- dodał po chwili namysłu.
- Oj dużo wiem i o tym i o tym, ponieważ pochodzę z rodu Dragneel.- powiedziałam spokojnie, a wszycy, oprócz mojej opiekunki i kotki siedzącej w moich ramionach, zrobili zdziwione miny.- Eh... Więc tak...

Kiedyś żyło sobie małżeństwo Diana i Eric Dragneel. Posiadali oni dwójkę dzieci, dokładniej bliźniaków: Dariusa i Kirę. Ta dwójka była ze sobą niesamowicie zżyci. Ubierali się zawsze w takie same kolory, bawili się razem, ogólnie: wszystko robili razem. Gdy mieli po 10 lat w nocy Darius wyszedł z domu i nie wrócił. Kira była tym załamana, popadła w okropną depresję, z której ledwo ją wyleczono. Jednak po tym zmieniła się nie do poznania. Z roześmianej, śmiałej dziewczynki wyrosła bezuczuciowa, mało mówna dorosła kobieta. Pewnego dnia poznała mojego ojca: Jeamsa Musicrose. Dzięki niemu odzyskała uczucia i... szczęście. Pobrali się, a później pojawiłam się ja.
Jednak Darius po swym zniknięciu dołączył do mrocznej gildii. Pewnego dnia dostał zlecenie zabicia wszystkich Dragneel'ów, oprócz swojej żony Niny i dzieci: Natsu i Emily. Pierwszymi jego ofiarami z rodziny byli Diana i Eric. Następnie zabił swoją siostrę. Jeames wkurzył się i odpłacił pięknym za nadobne- zabił Ninę. Darius w akcie zemsty chciał zabić i mnie, jednak ojciec jemu przeszkodził. Pojedynkowali się, jednak Darius miał przewagę, bo posługiwał się magią. Jeames krwawił już okropnie, ale wtedy zadał zabójcy ostateczny cios. Niestety... Mój ojciec wykrwawił się na śmierć... w moim pokoju... Poplamili mi wszystkie lalki i pluszaki swoją własną krwią...
Kiedy skończyłam opowiadać nikt nic nie mówił, tylko patrzyli na mnie z rozdziawionymi ustami. Nikt nie wiedział co powiedzieć. - Skoro jesteś z rodu Dragneel... To dlaczego nie masz różowych włosów? Emily i Natsu mają.- zapytała zaciekawiona Lucy, która pierwsza się ocknęła ze zdziwienia. Zaraz po tym jak to powiedziała wszystkich wzrok spoczął ponownie na mnie. - Urodziłam się z różowymi włosami i ciemnozielonymi oczami, ale po przyjęciu mocy Smoczej Zabójczyni zmieniły kolor na fioletowy.- zaczęłam tłumaczyć ciekawskim gościom.- Wracają do swojego pierwotnego koloru tylko, gdy używam Muzycznego Uniesienia.- dodałam po chwili.Ujrzałam zaskoczenie i niedowierzanie malujące się na ich twarzach. Wtedy zobaczyłam, że Cas patrzy na mnie wyczekująco.- Co się gapisz, encyklopedio?- warknęłam wkurzona na czarnowłosego.
- Myślałem, że im udowodnisz to, ale najwyraźniej na to nie wpadłaś, nutniku- odpowiedział chłopak. No tak! Jak mogłam o tym nie pomyśleć?... Eh... Ta śpiączka popsuła mi mózg...
- Dobra, ale...- tu zrobiłam krótką przerwę, co najwyraźniej każdego wkurzyło. Ah... Lubię wkurzać ludzi.- czas wreszcie sprawdzić czy nadal jesteś słabeuszem jak dawniej-dokończyłam z wrednym uśmieszkiem. Wszystkich to zdziwiło, bo niby jestem za słaba, dopiero się obudziłam ze śpiączki... Bla, bla, bla... Przewróciłam oczami patrzałam na Cas'a, aż ten wreszcie coś powie lub zrobi.
- No dawaj, połamany flecie- powiedział lekko się uśmiechając i wstając z fotela.

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Zepsuło mi się i posta usunęło... O.o Elektronika mnie nie lubi ;__; POPRAWKA: Ona mnie nienawidzi ;__;

Spróbuję dziś dodać rozdział, ale nic pewnego.

wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 5

                        Kwiat Snu

Emily

To nic nie znaczy. To nic nie znaczy. Powtarzam to zdanie cały czas jak mantrę. Napewno to nic nie znaczy, dużo osób ma tak samo na nazwisko i nie są rodziną... prawda? Nosz... Po co ja o tym myślę? Przez to ta blondyna załatwiła już moje malunki. Spojrzałam na jej aurę pod kontem siły... blady żółty... Czyli już ją moje malunki wyczerpały... Nie trzeba brać jej pod uwagę... Ciekawe co u Rin'a..  Ten niebieskowłosy idiota walczy z drugim, tyle że tamten jest czarnowłosy. Ten to miał już niebiesko-białą aurę...
-Na serio masz na nazwisko Dragoneel?- zapytał się stojący przede mną Natsu. Teraz się jego aurze dokładniej przyjrzałam przyjrzałam. Była wyraziście czerwono-pomarańczowa. Hmm... Czyli ciekawie by się z nim walczyło...
-Taa...- To. Nic. Nie. Znaczy.
- Hmm...- mruknął cicho Natsu.
"Natsu myśli..." mówiły przerażone oczy blondynki, a moje? Zapewne wyrażały po raz pierwszy w życiu rozbawienie...? Tak to się nazywa? Nigdy się nie uśmiechałam... Pomijając zamknięty już rozdział mojego życia z Rainbow... Eh... Ciekawe jak ona się miewa... Dzięki niej świat wydawał mi się taki... kolorowy... Nie ma się jak temu dziwić w końcu to Plastyczna Smoczyca... Tak bardzo za nią tęsknię...

Castiel

Krótkie, niebieskie włosy. Błękitne oczy. Zadziorny uśmiech na twarzy. Ubrany jak zawsze- biała koszulka na krótki rękaw i granatowe spodnie. Nie się nie zmieniłeś Rin...

12 lat temu, jama Paroli.

Tego dnia obudziłem się wyjątkowo późno, było już chyba po połódniu. Siedziałem na moim łóżku i czekałem, aż Parola wróci ze zwiadów. Codziennie raz za dnia wylatywała z jamy i wracała po prau godzinach. Nigdy nie chciała mi powiedzieć co wtedy robi, a ja po pewnym czasie zaczęłem uznawać to za zwiady. Zawsze wracała z jakimś zwierzęciem dla siebie, a w koszu, który sobie stwarzała, miała jakieś pieczone udka z kurczaka albo owoce i warzywa. Zawsze zależało to od tego czy chciało jej się zmieniać w człowieka i kupić na mieście czy wolała ukraść z sadu jabłka, gruszki lub z ogródka jakiegoś biednego wieśniaka pomidory albo kapustę...
- Zeref się obudzi!- usłyszałem czyiś krzyk. Było to dosyć dziwne, ponieważ nikt do nas nie przychodził, wyjątkiem była Musica, ale to był ludzki głos... Pobiegłem szybko do wyjścia z jamy, a tam... Leżała cał w szkarłatnej cieczy Parola. Chciałem do niej podbiec, ale wtedy zauważyłem jakiegoś człowieka. Miał krótkie, niebieskie włosy oraz błękitne oczy zaślepione żądzą mordu. Ubrany był w czarny długi płaszcz i czarne budy. Najdziwniejsze w nim było to, że... z wyglądu przypominał dziecko w moim wieku... Miałem nadzieję, że mnie nie zauważył, ponieważ skoro zabił Parolę to ja dla niego to nic trudnego. Bałem się... Nagle morderca mojej przybranej matki odwrócił się i odszedł... Podbiegłem do Paroli, a gdy zrozumiałem, że ona nie żyje przysiągłem sobie dwie rzeczy: Stanę się silniejszy i pomszczę moją opiekunkę. Po pewnym czasie przyleciała po mnie Musica i zabrała do swojej jamy. Tam poznałem Mai...

Dlaczego wcześniej nie skojarzyłem tego dzieciaka z Rinem? Nie wiem... ale tu i teraz spełnię moją przysięgę. Zabiję Rina. Obudziła się we mnie taka wściekłość, że każdy w promieniu kiloketra słyszał niezrozumiałe krzyki. Rin nadal nie wzruszony odpierał ataki. Widząc to wkurzyłem się jeszcze bardziej.
- Smocze Słowo: Cierpienie.- użyłem tajnej techniki Słownego Smoczego Zabójcy. Z oczu Rina zaczęła wypływać strugami krew, a on sam zgiął się w pół, a następnie upadł. Tylko dla mnie widoczne słowa "Cierpienie" cieły skórę Zabójcy Bogów. Z ust Rina zaczęła wypływać szkarłatna ciecz, a także błania o litość.
- Nigdy Ci tego nie wybaczę... Zabójco Paroli...- na te słowa Rin wytrzeszczył oczy, a następnie... Uznajmy, że zemdlał... Dobra nie ukrywajmy... On umarł. Zrobiłem zniesmaczoną minę i odszedłem powoli w stronę dwójki moich tymczasowych towarzyszy. Dopiero teraz poczułem zmęczenie, lecz odsunęłem je na bok, bo zobaczyłem, że ten różowowłosy idiota stoi i rozmawia z... żeńską wersją siebie?... Em... Czy ja coś ćpałem?... A może to zmęczenie?

Natsu

- Nie mam zamiaru z tobą walczyć.- oznajmiłem Emily, a ta się tym zdziwiła?
- Dlaczego niby?- powiedziała zaskoczona dziewczyna. Idiotka...
- Nie mam zamiaru walczyć z kimś kto możliwe, że jest z mojej rodziny.- odpowiedziałem na jej głupie pytanie. Czy ona potrafi myśleć? Wiem, że skoro ma na nazwisko jak ja to nie oznacza, że jest kimś z rodziny, ale jest szansa. Ta zamiast zrozumieć o co mi chodzi spojrzała na... całego we krwi niebieskowłosego chłopaka.
- Niemożliwe... On przegrał...- Emily zaskoczona opadła na kolana, jakby zaczynając rozumieć w jakiej jest sytuacji.- Dobrze puszczę was, ale pierw powiedzcie mi po co wam Kwiat Snu.- nareszcie... Chcę jak najszybciej wrócić do jamy Music'ki, bo jestem straaaaaaaaaaaaaasznie głoooodny. W dodatku został tam Happy, przekupiono go rybką...
- Nie mówcie jej...- nagle ten słwny idiota nam zakazał jej odpowiedzieć... Powalił go?
- Czemu niby? Przecież inaczej nas nie puści.- zapytałem Cas'a. Co on sobie myśli? Nie chce uratować przyjaciółki?! Jest poprostu skończonym idiotą.
- To ona...Ona doprowadziła Mai do tego stanu...- oznajmił nas Słowny Smoczy Zabójca. Chwila... Musica mówiła, że była ona różowowłosa... No przecież...
- Mai?-zapytała zdziwiona Emily. Albo udaje głupią albo na serio nie wie, że prawie zabiła Mai.
- Pięć miesięcy temu w Crocus ludzie Zerefa zaatakowali Muzyczną Smoczycę i jej wychowankę. Byłaś wśród osób, które rozpętały bójkę.- przypomniał dziewczynie czarnowłosy powoli odchodząc do niej z morderczym wzrokiem. Chwila... Przecież oni się nie lubią... Nie rozumiem już nic... Mózg mi się przegrzewaaaaaa...
- Ah... O tą fioletowowłosą chodzi...- wyraz twarzy Emily teraz wyrażał smutek. Czyżby żałowała tego czynu?- Ona żyje?- zapytała z nutką nadziei.
- Żyje i potrzebujemy Kwiatu Snu, aby stworzyć lekarstwo dla niej.- odezwała się od dłuższego czasu milcząca Lucy. Chyba też zauważyła, że Emily prawdopodobnie żałuje tego czynu.
- Trzeba było tak od razu. Chodźcie za mną.- oznajmiła różowowłosa, po czym obróciła się i ruszyła, a my za nią. Choć Cas pokazywał, że nie jest zadowolony tym... Po jakiejś półgodzinnym marszu po śniegu ujrzeliśmy jakiś dziwny niebieski kwiat. Dookoła nic nie rosło tylko on. Podeszła do niego Lucy i zerwała jeden płatek... TYLE SIĘ NAŁAZIĆ DLA JEDNEGO PŁATKA??!! Ech... Przynajmniej możemy już wracać.

Mai <tak bardzo chciałam już jej perspektywę *-* dop. Neko>

Cały czas widzę ciemność. Jak ja jej nienawidzę... Grrr... Tylko czasem słyszę czyjeś głosy. Chyba wczoraj słyszałam Musicę opowiadającą moją "śmierć" dwójce magów. Ach... Czyli ja już od pięciu miesięcy leżę i nic nie robię... Zaraz... Jak oni się nazywali? Lucy Heartphilla i Natsu... Dragoneel. Dagoneel. Tak dawno tego nazwiska nie słyszałam... Był wczoraj też ktoś o znajomym głosie... Mam na końcu języka to jak on się nazywał... Hmm... ENCYKLOPEDIA! Czyli jednak wróciłeś... Chwila... Ktoś tu idzie... Coś mówią, ale ja nic nie rozumiem... Po pewnym czasie czuję dziwny zapach...Teraz ktoś mi coś wlewa do ust.
" Obyś się obudziła, gramofonie."- O ty... GRAMOFON??!! JAK JA CI GRAMOFON ROZSTRZASKAM NA GŁOWIE TO MNIE POPAMIĘTASZ!!
.
.
.
Mam czucie w rękach? Lekko poruszam palcami... Udało mi się... Czyżbym mogła...Spróbuję... Próbuję powoli otworzyć oczy....

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*

Omg... Jakie to długie O.O
Mai: Ej... A czy są jakieś skutki uboczne tego lekarstwa?
Może nie, może tak... Zobaczymy co moja głowa wymyśli.
Maj: Boję się...

czwartek, 3 lipca 2014

Powiadomionko

Nie wiem czy kogolwiek to interesuje, ale co mi tam.
Mai: Przejdź do rzeczy.
Dobra, dobra.. Nie piekiel się tak...
Jak każdy mam plany na wakacje i już jutro jeden z nich stanie się rzeczywistością.
Mai: Neko...
Echia... Tak się nazywam ;>
Mai: *facepalm*
... To na czym to stanęłam?... A już wiem. Jutro jadę na obóz harcerski, nie, nie jestem harcerką, ale chciałabym, na dwa tygodnie. W wolnym czasie planuję pisać nowy rozdział, więc jeśli dziś nie będzie rozdziału to oczekujcie wyjątkowo długiego rozdziału po moim powrocie, a nawet jeśli wrzucę dziś to i tak postaram się napisać jak najdłuższy rozdział. Choć nie wiadomo czy mi się uda, w końcu to obóz HARCERSKI. Rano ćwiczenia, ogniska, śpiewy, warty (to chyba jedna lepszych pór na pisanie hehe xP) itp... Wymęczę się... ale schudnę ;> No ale nie ważne do dziś lub do mojego powrotu.

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 4

               Wyprawa po składniki

Cas

Jak on już mi działa na nerwy... Ciągle chce się kłócić albo bić... Dlaczego on tak bardzo mi przypomina Mai?

Około rok temu, jama Music'ki

- Oi, popsuta katarynko!- zawołałem Mai.
- Czego, błędny słowniku?!- jak zwykle dziewczyna zezłościła się na mnie za to przezwisko, a ja mam się nie wściekać na nią?! Chyba sobie jaja robicie...
- Nie nazywaj mnie tak, połamany nutniku!- już gotowałem się do bójki.
- Uspokuj się, Castiel!- tylko jedna osoba mnie tak nazywa... Musica.
- Po co niby? Chcę pokonać Mai zanim wyjadę!- krzyknąłem już wkurzony na smoczycę. Jak mogła mi przerwać kłótnię z Mai?!
- Jak to wyjeżdżasz?...- zapytała już niezbyt chętna do bójki dziewczyna. No dzięki wielkie Musica...
- Ech... Znalazłem wreszcie moją siostrę- wreszcie postanowiłem wytłumaczyć moje nagłe postanowienie.- Nie wiem czy kiedyś znowu się zobaczymy, dlatego chcę wreszcie z Tobą wygrać.-
- To ja nie chcę walczyć... - już całkiem jej odbiło?! Nie chce ze mną walczyć? To nie może być Mai.- Chcę zobaczyć czy nadal będziesz silny, gdy się znowu spotkamy.-
- Czyś ty głucha? Powiedziałem, że już pewnie się nigdy nie spotkamy...- już działała mi na nerwy bardziej niż kiedykolwiek...
- Możesz sobie teraz walczyć... ale nie ze mną...- dziewczyny... i jak je zrozumieć?...- Może i zawsze się kłócimy, ale to jest coś co stało się naszym zwyczajem, którego będzie mi brakować, gdy odejdziesz. W dodatku... Nie ważne co mówię podczas tych kłótni i tak jesteś moim przyjacielem.-

Tego dnia rozmawiałem z katarynką ostatni raz... Teraz gdy o tym myślę to rozumiem o co jej chodziło.
Tak się zamyśliłem, że nie zauważyłem jak ktoś mnie chce zaatakować. Wiedziałem, że nie zdążę uniknąć tego ciosu...
- Ryk Ognistego Smoka!- osobnik, który prawie mnie zranił został "lekko" spopielony.
-Arigato- rzuciłem krótko i odszedłem trochę dalej, aby rzucić okiem na to co się dzieje. Zaatakowała nas chmara ludzi Zerefa. Moją uwagę przykuły dwie postacie wyróżniające się na tle tych wszystkich osobników. Jedna z tych osób stała na górze i... malowała pędzlem w powietrzu?! Następnie te postacie ożywały i pomagały tamtym ludziom... Czylo walczymy z... obrazami? Wtedy dojrzałem znajomą twarz... Rin... Poznałem go następnego dnia po wyjeździe z Elder... Odrazu wiedziałem, że jest z nim coś nie tak... ale nie pomyślałbym, że jest jednym z ludzi Zerefa... To przez nich Mai jest teraz w śpiączce, a teraz nie chcą dopuścić do tego, aby się obudziła? Po co? Aj olać te obrazu. Rin... Lodowy Zabójca Bogów vs Słowny Smoczy Zabójca...
- Twór Smoka Słowa: Miecz jednoręczny- moja prawa dłoń zalśniła na szaro, a następnie pojawił się w niej miecz. Zapamiętałem w którą stronę muszę iść, aby dotrzeć do Rin'a i zaczęłem przebijać się przez obrazy ludzi Zerefa.
- Co ty robisz?- usłyszałem słowa Lucy, ale nic z tego sobie nie robiłem, dalej parłem naprzód.
W końcu dotarłem do mojego celu i zaatakowałem, ale żeby nie było od przodu. Ten lekko zaskoczony szybko stworzył sobie miecz i sparował atak.

Natsu

Kiedy ten idiota odszedł na bezpieczną odległość, wkurzyłem się. Co on sobie myśli?! My tu walczymy, a on zamiast nam pomóc odchodzi... Po pewnym czasie ruszył, ale z utkwionym wzrokiem w jednym punkcie. Czyżby po drugiej stronie są jacyś silniejsi magowie? Z tymi to Lucy sama sobie poradzi, więc wybrazłem byle jaki kierunek i zaczęłem się przedzierać przez tych ludzi. Było ich coraz więcej czy mi się wydaje? Może dowiem się skąd ich tylu? W końcu wydostałem się z tego "morza" ludzi i byli tylko pojedyńczy. Spojrzalem skąd oni się biorą i... ujrzałem dziewczynę ubraną w czarną bluzę z kapturem i jeansach. Miała różowe włosy, tego samego odcieniu co ja i zielone oczy... Chwila... Ona wygląda jak żeńska, "emowata" wersja mnie! Tylko ona... malowała? I to tych ludzi, a oni nagle... ożywali...
- Kim jesteś? I po co tu przyszedłeś? To teren Zerefa. - powiedziała beznamiętnym tonem.
- Jestem Natsu Dragoneel z Fairy Tail i przyszedłem tu odnaleźć kwiat snu.- odpowiedziałem, a po chwili dodałem jeszcze:- Zejdź nam z drogi, bo użyję siły. -nic. Olała mnie, ale przestała malować.- Kim jesteś?- znowu nic. Ech... Może to jakiś robot i się zepsuła?
- Jestem Emily... Emily Dragoneel.- raczyła się wreszcie przedstawić... Chwila...
-COOOOOOOO???!!!- wrzasnąłem zdziwiony.

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Tadam! Wrzuciłam dziś!
Mai: Choć jej się nie chciało...
Tak samo sprzątać niezbyt się chce...
Mai: A chcesz, aby mama Ci kompa naprawiła?
No oczywiście.
Mai: To won do sprzątania!

Do następnego rozdziału!( jeśli przeżyję z Mai i moją matką Y.Y )
PS: Gome, że ciągle tak krótko. Poprostu na telefonie niezbyt wygodnie się pisze i jeszcze nawet nie wiem jak z długością na komputerze.